Dom Parafialny


   Któż z mieszkańców Grajewa nie kojarzy sylwetki tegoż budynku stojącego tuż za kościelnym parkiem przy ulicy Kopernika. Warto przyjrzeć mu się nieco bliżej, tym bardziej, że w bieżącym roku mija właśnie 90 lat od podjęcia decyzji o jego powstaniu.
    A wszystko zaczęło się 6 VIII 1921 r., gdy członkowie Dozoru Kościelnego w osobach ks. Józefa Butanowicza – prezesa i członków: Szczepana Bielawskiego, Józefa Przekopowskiego i Aleksandra Grochowskiego z Grajewa oraz Andrzeja Krukowskiego z Bogusz, Józefa Przekopowskiego z Mieruć, Konstantego Antosiewicza z Wierzbowa zebrani w kancelarii parafialnej w Grajewie stwierdzili, że „dla podniesienia poziomu kulturalno-oświatowego wśród parafjan okazuje się niezbędnem wzniesienie nowego domu ludowego w Grajewie” i postanowili przyjąć darowiznę ówczesnego właściciela majątku Grajewo Józefa Pawłowskiego.

   W skład darowizny wchodziła działka o wielkości 678 m2 pomiędzy Szosą Rajgrodzką i drogą z tej szosy do dworu i graniczącą z posesją parafialną „Organistówką”. Na darowanym placu zgodnie z zapisami notarialnymi miał powstać w przeciągu najpóźniej 5 lat dom parafialny. Ciekawostka jest fakt, że jeżeli powstałby w ciągu 2 lat, to będzie stanowił własność parafii, jeżeli zaś w ciągu kolejnych 3, to będzie własnością proboszcza z możliwością wykupienia go przez parafian. Czym była spowodowana taka treść zapisu ciężko dziś powiedzieć, może chodziło o zmobilizowanie parafian do znacznego zaangażowania w budowę domu, a może o coś całkiem innego?
   Już trzy miesiące później tj. 7 XI 1924 r. kolejny akt notarialny nieco zmienił wcześniejsze zapisy. Dr Pawłowski przekazał na rzecz parafii dodatkowe 797 m2 terenu, sąsiadującego z wcześniej przekazanym obszarem. Darowizna była obwarowana następującymi warunkami: „że piętrowy murowany dom wznoszony za jego zgodą w roku bieżącym przez ks. proboszcza Józefa Butanowicza na darowanym placu stanowić będzie od tej chwili własność tegoż ogółu parafii Grajewo”. Zarząd budynku miał należeć do proboszcza, który miał składać stosowne sprawozdania Dozorowi Kościelnemu. Dodatkowo ofiarodawca zrezygnował z wcześniejszego warunku unieważnienia darowizny, jeżeli Dom Ludowy nie powstanie w ciągu 5 lat.
   Jak wynika z zapisów tego aktu trwały już prace budowlane. Przebiegały one dość sprawnie i już w końcu roku gmach Domu Parafialnego stanął. W nr 8 diecezjalnego czasopisma „Zycie i Praca” z 25 I 1925 r. nie bez dumy pisano: „Rok ten ubiegły pamiętny będzie dla naszego miasta, bowiem w tym roku pawie cudem, zawdzięczając niespożytym wysiłkom i pracy miejscowego proboszcza ks. Butanowicza, został wzniesiony olbrzymi piętrowy gmach - jako dom parafjalny. W gmachu tym mieści się dosyć efektowna sala, z której już korzysta miejscowe społeczeństwo, już to w formie zebrań lub przedstawień teatralnych. Ks. Butanowicz b. wiele zrobił w tej budowie, ale jeszcze dużo zostało do zrobienia, lecz pogodne czoło proboszcza i silna wola doprowadzenia rozpoczętego dzieła do końca dopomogą ks. Butanowiczowi budowę tą wykończyć i gmach ten w całej swej okazałości będzie ! dominował w mieście.”
   Wykańczanie i wyposażanie budynku nie przebiegało jednak już tak sprawnie. W związku z tym we IX 1925 r. na rzecz parafii została przekazana przez Bank Gospodarstwa Krajowego w Warszawie w formie pożyczki kwota 10.000 zł. Co ciekawe prawne jej uregulowania i stosowne zabezpieczenie hipoteczne nastąpiło dopiero w XII 1925 r., gdy członkowie Dozoru Kościelnego w osobach ks. Józefa Butanowicza – prezesa i członków: Szczepana Bielawskiego z Grajewa, Andrzeja Krukowskiego z Bogusz i Konstantego Antosiewicza z Wierzbowa na mocy uchwały parafian z 3 XI 1925 r. podpisali stosowny akt notarialny. Wyżej wymieniona kwota pożyczki miała zostać spłacona w ciągu 1,5 roku.
   Środki te umożliwiły zakończenie prac budowlanych i wyposażania budynku. W kolejnym z numerów „Życia i Pracy” z roku 1926 gmach ten opisywany był w następujący sposób: "Jest to budynek o dwóch frontach, piętrowy, z suterenami i facjatami. Plan pomyślany wybornie: na parterze frontowy lokal przeznaczony na gospodę chrześcijańską, w suterenach urządzone są piekarnie, boczna ubikacja na sklepy, na piętrze mieści się duża sala ze sceną i pomieszczeniem dla maszyny pod kino, szatnia, bufet, poczekalnia, duża ilość pokoi przeznaczonych jest dla instytucji, już to dla obsługującego personelu lub do prywatnego wynajęcia, oświetlenie ma być własne (...) W tym oto domu parafjalnym postarał się ks. prałat o urządzenie olbrzymiej sali, jaką niejedno większe miasto pochlubić się nie może. Sala ta pomieścić może do pięciuset siedzących osób, posiada piękne loże, galerję i scenę o ślicznej dekoracji. Jest to dziś u nas miejsce stałych większych zebrań parafjalnych i miejskich, miejsce odczytów, akademii i uroczystości narodowych spełnia ona rolę siewcy kultury religijno-narodowej. Jest ona też miejscem rozrywek i zabaw godziwych, często na cele dobroczynne."
   Uruchomione w Domu Parafialnym przez ks. Butanowicza kino było pierwotnie nieme i egzystowało pod nazwą „Apollo”, a następnie od 1934 r. już jako dźwiękowe pod nazwą „Reduta”. Współwłaścicielami tego drugiego obok księdza Gawędzkiego byli Żyd Sutkier oraz Pieczyński. W repertuarze przeważały filmy o tematyce narodowej, społecznej i religijnej. Mimo tego szczególnie w pierwszym okresie swej działalności, kino nie zawsze spotykało się z przychylnością nieco zaściankowego grajewskiego społeczeństwa. Jeden z oburzonych mieszkańców, któremu nie spodobała się zbyt frywolna jego zdaniem reklama filmu wisząca na zewnętrznej ścianie dzwonnicy, tak pisał w 1925 r. do lokalnej prasy: „jest to co najmniej krzycząca niewłaściwość, mur kościelny do reklam tego typu wcale się nie nadaje, a skoro kino jest w domu parafjalnym i tuż przy kościele, nic nie może być tam wystawione, coby obrażało poczucie religijne dobrych katolików i chrześcijan w ogóle. (...) W ogóle kinematograf nie należy do instytucji umoralniających i oświecających, ale raczej do... ujemnych... Czyżby się nie dało zużytkować wspaniały lokal w Grajewie z większą korzyścią materjalną i umysłową na instytucje kulturalne wyłącznie.” Odpowiedzi na powyższe zarzuty w kolejnym numerze pisma udzielił sam burmistrz, pisząc m.in.: „Przedewszystkiem kino-teatry nie są placówkami zepsucia jak również i wywieszanie afiszów nie może być zbrodnią. (...) Co do kina w Grajewie, to nie zauważyłem dotąd, by w takowym dawane były obrazy nie cenzurowane i niedopuszczalne ze względu na publiczną przyzwoitość i moralność. (...) Ale jak to zwykle u nas bywa, więcej chodziło na pewno o rzucenie trochę błota na tego kogoś, który coś niecoś z siebie daje społeczeństwu i tem samem wzbudza w miernotach, karłach, małomiasteczkowych kacykach syk zazdrości.” Filmy wyświetlano tylko w piątek, sobotę i niedzielę. Bilety kosztowały od 70 groszy do 1 złotego w zależności od miejsca, loże były droższe bo po 1,20 zł. Stąd między innymi dosyć często bilety do kina były nagrodami w różnego rodzaju zawodach lub w przypadku strzelców z 9 psk wyróżnieniem za dobrą postawę podczas szkolenia. Dodatkowo kino to było wykorzystywane przez 9 pułk strzelców konnych w celu organizacji seansów filmów propagandowych i szkoleniowych dla żołnierzy i kadry zawodowej. Również działające w pułku Koło Polskiego Białego Krzyża organizowało bezpłatne seanse filmów z bieżącego repertuaru kina, na które uczęszczały pododdziały pułku.
   Na parterze Domu Parafialnego funkcjonowała restauracja Drapsowej. Była to jeden z bardziej znanych lokali w mieście, który gościł przyjezdnych i miejscową elitę wraz z urzędnikami i oficerami 9 psk. Przy restauracji Stanisław Draps prowadził kawiarnię i piwiarnię.
   Restauracja w Domu Parafialnym funkcjonowała nawet podczas okupacji niemieckiej, choć prowadziła ją już wówczas Józefina Dreszer, którą będąc członkiem AK ps. „Plater”, pod jej przykrywką oddawała nieocenione usługi na rzecz miejscowej konspiracji. Za tę działalność została aresztowana i rozstrzelana w lesie Kosówka w X 1944 r.
   Po zakończeniu II wojny światowej na parterze ulokowano przedszkole stowarzyszenia „Caritas”. Około 1950 r. na bazie tego właśnie przedszkola powstało już państwowe Przedszkole nr 2, którego pierwszą kierowniczka była Pani Irena Jankiewicz. Od początku swego istnienia przedszkole liczyło 3 oddziały, posiadało kuchnię i małe zaplecze administracyjne. Pierwotnie do pomieszczeń przedszkolnych wchodziło się od strony podwórka. Przedszkole to miało tu swoją siedzibę aż do końca 1986 r. Na piętrze obok sal katechetycznych znalazła swoje miejsce również publiczna biblioteka miejska, której pożar 31 XII 1986 r. był jedną z głównych przyczyn początku końca tego wspaniałego gmachu.
   Dziś poza salkami, w których odbywają się spotkania grup modlitewnych działających przy parafii i niewielkim zakładem usługowym, choć swą architekturą i monumentalnością wyróżnia się na ul. Kopernika, to straszy pustymi oknami i dalej popada w ruinę. A tylu pięknym celom mógłby posłużyć…

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież