Kiosk Maliszewskiego


   W latach sześćdziesiątych kiosk ten znajdował się na rogu Wojska Polskiego i placu Niepodległości (obecnie Rossman). Oczywiście nie był ten kiosk własnością pana Maliszewskiego, ale tak się mówiło. Kupowałem tam gazety dla ojca - Express Wieczorny i Białostocką, Programu telewizyjnego wtedy w czasopismach jeszcze nie było. Dla mnie ważniejszym artykułem był klej („Cement” lub "Uniwersalny") do klejenia papierowych modeli z „Małego Modelarza”. Obok kiosku był zakład szewski, gdzie za niewielką opłatą szewc przybijał do butów tzw. plastynki - element niezbędny do przymocowania łyżew „Junak”.
   We wspomnieniach Antoniego Czajkowskiego "Myśli przy fortepianie" na stronie 17 jest fragment opisujący położenie sklepów właśnie na rogu d. Białostockiej i d. placu 1 Maja. Niestety, umiejscowienie kiosku RUCH wg Antoniego nie pasuje do moich wspomnień. Może istnieją zdjęcia, które rozwiałyby wątpliwości? Pamiętam, że wejście do kiosku było od placu, a okno wychodziło na Białostocką.

(Krzysztof Borawski)

   W latach 1962-1969 mieszkałem na ulicy Wojska Polskiego 40 i czasami chodziłem do tego kiosku. Byłem smarkaczem wtedy, ale pamiętam że pod koniec ulicy, tzn. przed skrzyżowaniem, był taki prywaciak spożywczo-warzywny (właściciele nosili nazwisko Jędrysiak i mieli świetne swojskie lizaki, he, he). Później, po tym sklepiku było duże okno kiosku Maliszewskiego i koniec ulicy Wojska Polskiego. Wejście do kiosku było już za rogiem. Duże okno kiosku na pewno wychodziło na ulicę Wojska Polskiego.

(Adam Obiedziński)


   Ja tez dobrze pamiętam kiosk Maliszewskiego na rogu Wojska Polskiego (dawniej Białostockiej) i Pl. 1 Maja. Wejście do kiosku bylo od strony Placu, a okno wychodziło na ul. Wojska Polskiego. Pamiętam też dobrze szewca obok od strony Placu. Też nabijałam tam plastynki do łyżew, z których byłam bardzo dumna.

(Danuta Zanisenko-Pacyno)


   Do roku 1974 moi rodzice mieszkali dokładnie nad tym kioskiem. Przez ścianę z nimi mieszkali także państwo Piliszewscy (obecnie mieszkają na Broniewskiego lub w Rajgrodzie). Zapytam rodziców przy najbliższej okazji, czy coś im się kojarzy z tym miejscem, albo czy mają jakieś zdjęcia.

(Paweł Myszkowski)


  Z ogromnym sentymentem przeczytałam artykuł o tym miejscu, gdyż jako mała dziewczynka biegałam tam dla ojca po "EPSKREPS" - tak wymawiałam nazwę „Expresu Wieczornego”... a wyrozumiały i pogodny Pan Maliszewski z uśmiechem podawał mi gazetę, traktując mnie jak małą damę... i nigdy się nie śmiał z tego mego przekręcania wyrazu... bo TO BYŁ MĄDRY I SERDECZNY CZŁOWIEK.
   TAK. TEN KIOSK ZNAJDOWAŁ SIE NA ROGU ULIC wymienionych przez Pana Krzysztofa... I DRZWI BYŁY na pewno OD SKWERKU… A OKNO WYCHODZIŁO NA DZIESIEJSZĄ ULICĘ WOJSKA POLSKIEGO.
   Zaraz za rogiem kiosku na ul Wojska Polskiego znajdował się maleńki sklepik ze słodyczami, o którym mówiło się „U JĘDRYSZAKÓW”. Tam stały (zawsze miło niepokoiło to moje kubeczki smakowe) duże kwadratowe słoje z kolorowymi olejkami do ciast... Pachniało to cudownie. A najsmaczniejsze były kupowane na sztuki cukierki „węgielki” - to takie czarne o anyżowym smaczku landrynki.
   Ach! To były czasy!

(Bożena Szreder)

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież