Odzyskanie niepodległości w XI 1918 r. w Grajewie i okolicy

 

oprac. Tomasz Dudziński


   Wydarzenia pamiętnego dla Polski dnia 11 listopada 1918 r. nie ominęły również Grajewa i terenów powiatu Szczuczyńskiego. Na czoło akcji niepodległościowej podobnie jak w całym kraju wysunęła się Polska Organizacja Wojskowa[1]. 11 listopada komendant Okręgu Łomżyńskiego POW - Galiński wydał rozkaz: Zarządzam natychmiastowe rozbrajanie wszystkich Niemców, jacy na naszych ziemiach znajdują się. O ile Niemcy nie będą stawiać oporu – nie zabijać. W razie oporu nie tolerować. Rozbrojonych nie brać do niewoli a puszczać w pokoju. Sprzęt wojskowy zgromadzić i pilnie strzec.[2]
    Na terenie powiatu szczuczyńskiego rozbrajanie okupantów zarządził miejscowy komendant POW - Stanisław Brodowski „Skała”. Do realizacji tego rozkazu przystąpili członkowie POW w poszczególnych miejscowościach powiatu.

    W Radziłowie, Wąsoszu i Szczuczynie rozpoczęto akcję rozbrajania Niemców i przejmowania majątku i administracji. Proces ten przeciągnął się jednak aż do dnia 13 listopada. Poza członkami POW w akcji tej aktywnie uczestniczyli członkowie miejscowych OSP. W przypadku Szczuczyna oddziały niemieckie wycofywały się z miasta bez stawiania oporu, umożliwiło to miejscowym członkom POW jeszcze w dniu 12 listopada skierować się z pomocą w kierunku Grajewa.
   W samym Grajewie napięcie sytuacji i niepewność Niemców dało się już odczuć w dniu 10 listopada. Dzień ten tak opisał bezpośredni ich uczestnik Stanisław Bohdan Stryjewski: Pamiętam dobrze jak 10 XI 1918 roku o godz. 10 zostałem wysłany przez kierownika milicji Gontarczyka /poznaniaka/ do koszar 10 Pułku dragonów b. Wojsk Rosyjskich w sprawie urzędowej, gdzie podówczas w stajniach tego pułku mieściły się konie mobilizowane przez wojska niemieckie od miejscowych obywateli. (…) Podeszłem do jednej stajni i trafiłem właśnie na żołnierza-polaka z Poznania, który wkładał swoje rzeczy do plecaka. Ów żołnierz widząc mnie zatrwożył się i krzyknął “Co ty się tu włóczysz?” Ja odpowiedziałem, że zostałem przysłany z magistratu do obejrzenia wolnych stajni. Zaczęła się rozmowa, z której wyczułem, że oni to jest Niemcy wybierają się do wyjazdu do Grajewa. Na pytanie moje dokąd pójdą konie, żołnierz odpowiedział, że do Prus. Po dłuższej rozmowie powróciłem do miasta i przy spotkaniu się ze znajomymi (…) zaczęliśmy sejmować, że to coś dla Niemców nic dobrego.[3]
   Kolejny dzień minął jednak jeszcze spokojnie. Dopiero w nocy z 11 na 12 listopada straż obywatelska złożona z członków POW zaczęła zajmować posterunki w mieście, co rozpoczęło proces rozbrajania Niemców i przejmowania władzy. Koło godz. 6 już 12 XI zebrała się nas pokaźna ilość, podzieliliśmy się na dwie grupy. Jedni poszli do koszar zabrać konie w ilości 501, a dlatego aby nie dać koni Niemcom, którzy lada chwila mogli nadejść od strony Osowca. (…) Ja zaś, Kisielewicz, Wróblewski, Surawski – były por. I Korpusu pozostaliśmy w mieście i z nowymi siłami wraz z POW w dalszym ciągu rozbrajaliśmy małe niemieckie oddziały nadchodzące ze strony Rajgrodu, Szczuczyna i Osowca. Całą akcją rozbrojeniową kierował podówczas porucznik Witkowski /Legionista/.[4] Niezwykle ważnym było bezkrwawe rozbrojenie 20 osobowej załogi niemieckiej na terenie koszar, w których przetrzymywano kilkaset koni[5]. Efektem tych działań było przejęcie 501 koni, 2 ckm, ok. 800 karabinów z amunicją, sporej ilości granatów ręcznych i kilkudziesięciu tysięcy marek z zajętej kasy powiatowej. W budynkach dworca kolejowego zabezpieczono również 4 telefony, 2 telegrafy, szyny i podkłady kolejowe oraz kilka zwrotnic[6].
   W związku z bliskością granicy i węzłowym znaczeniem miasta wydarzenia te nie przebiegały jednak bezproblemowo. Niemcy, a byli to przeważnie urzędnicy wojskowi, opuścili miasto wziąwszy jednak jako zakładnika delegata władz centralnych z Warszawy, a równocześnie właściciela majątku Miecze, Stefana Biskupskiego. Na szosie wiodącej do granicy dopędził ich przybyły ze Szczuczyna oddziałek POW. Mediacji podjął się zakładnik Biskupski i jego staraniom należało zawdzięczać, że nie doszło do przelewu krwi, a Niemcy zgodzili się oddać broń. Sprawność i odwaga oddziału polskiego wzbudziła w Niemcach prawdziwy podziw i uznanie. Wkrótce jednak po rozbrojeniu oddziału składającego się z urzędników nadciągnęła nad granicę kompania wojska wycofująca się również z Grajewa. Jednakże i tym razem nie doszło do walki. Na rozkaz dotychczasowego naczelnika powiatu von Trotha żołnierze złożyli broń.
   Po pewnym czasie przybył do Grajewa oddział wojska z Prostek, gdyż według zapewnień zbiegłych żandarmów Polacy w Grajewie mordowali Niemców. Doszło do wymiany strzałów, w wyniku których poległ 12-letni chłopiec. Incydent ten spowodował opamiętanie i rozpoczęto pertraktacje, podczas których udało się przekonać Niemców, że oskarżenia wysuwane wobec Polaków były bezpodstawne. Następnie nawiązano kontakt z Radą Żołnierską w Ełku, którą zapewniono, że strona polska “nie żywi agresywnych zamiarów wobec Prus Wschodnich” i dąży jedynie do “ustalenia porządku” we własnym kraju. Niemcy ze swej strony zadeklarowali, że “nie zamierzają posyłać do Polski oddziałów wojskowych”.[7]
   W Rajgrodzie, gdzie funkcjonowała dość silna grupa POW proces rozbrajania Niemców przebiegał sprawnie i bezproblemowo. Rozbrojono kilkunastu żandarmów oraz niemieckiego komendanta miasta - Majko, których następnie wygnano do pobliskich Prus. Kilku żandarmom udało się jednak uciec łodzią przez jezioro na pruską stronę, mimo ostrzału z brzegu prowadzonego przez kilku peowiaków. Po opanowaniu miasta odbył się spontaniczny wiec mieszkańców, na którym przemówił miejscowy komendant POW Franciszek Chróścielewski. Warto przytoczyć jego słowa, gdyż oddają ówczesny stan emocjonalny ludzi będących świadkami narodzin niepodległej Polski.
   Rodacy! Po 120 latach niewoli powstała nasza Ojczyzna. Ukochana Polska jest wolna! Powstała z przelanej krwi naszych przodków (…) Cieszmy się bracia, że skrwawiony orzeł powrócił do swojego gniazda. Cieszmy się z wolności, jak dzieci z powrotu utraconej matki. (…) Niech żyje nasza ukochana Ojczyzna - Polska! Niech żyje polski lud![8]
   Po opanowaniu sytuacji w mieście, część członków miejscowej POW udała się na teren Augustowszczyzny w celu opanowania majątków w Solistówce, Nettcie, Bargłowie, Pomianach i Łabętniku. Szczegóły tej akcji można przeczytać w opinii mjr. Bolesława Rodkiewicza (komendanta IV okręgu POW Łomża) dołączonej, jako uzasadnienie wniosku z 1933 r. o nadanie KN z Mieczami Janowi Wielgatowi: Na kilka dni przed 19 listopada 1918 r. bez żadnego rozkazu, z własnej inicjatywy zmobilizował 130-tu kompletnie uzbrojonych Peowiaków i na ich czele uderzył na garnizony niemieckie w Solistówce, Pomianach, Bargłowie i Necie, biorąc tam po walce 42 jeńców. Po stoczeniu tych walk Niemcy otoczyli jego oddział w Bargłowie. Wielgat przebił się z całym oddziałem przez otaczające go siły niemieckie i zaczął formalną partyzantkę na terenie pow. augustowskiego i suwalskiego, które należały do „Oberostu” … wycofał się na teren powiatu szczuczyńskiego na mój rozkaz już po 11 listopada 1918 r. przyprowadził wówczas ze sobą 130-tu kompletnie uzbrojonych ludzi.[9]
   Szybkie rozbrojenie oddziałów niemieckich w głównych miastach w pierwszych dniach niepodległości było tylko początkiem licznych, trwających w zasadzie do końca listopada[10] drobnych starć z kolejnymi oddziałami, które zdążały z kierunku twierdzy Osowiec ku granicy Prus Wschodnich. Większość z nich w wyniku negocjacji lub podstępu kończyła się bez rozlewu krwi. Przykładem może być akcja rozbrojenia w Szczuczynie kilkusetosobowego oddziału niemieckiego z taborem. Naprzeciw Niemcom wyjechała trzyosobowa delegacja w mundurach legionowych na czele z Michałem Fulmykiem, którym po 2 dniach pertraktacji udało się wmówić Niemcom, że w Szczuczynie stacjonuje bardzo liczny oddział polski. Po wjechaniu do Szczuczyna oficerowie niemieccy zostali zaproszeni na obiad do sztabu w domu Witolda Ossowskiego i tam rozbrojeni. Następnie rozbrojono pozostałych Niemców i wieczorem odesłano wszystkich ku granicy[11].
   Tego typu podejście było niewątpliwie w myśl rozkazu Komendy Okręgu w Łomży, do obwodu w Szczuczynie, który zabraniał prowokowania Niemców i samowolnych prób ich rozbrajania oraz nakazywał wejście z Niemcami w układy, wskazać im drogę odmarszu, zabronić włóczenia się z bronią po wsiach i miastach[12]. Wydaje się, że rozkaz ten był lokalnym echem toczących się na szczeblu centralnym pertraktacji.
   Nie zawsze jednak akcje przebiegały tak sprawnie i bezproblemowo. W dniu 18 listopada[13] doszło na przykład do starcia zbrojnego z Niemcami w Radziłowie. Całe wydarzenie wyglądało zaś następująco. Z kierunku Osowca wycofywał się 60-osobowy oddział niemiecki, który stanął na nocleg w Klimaszewnicy. Po nieudanej próbie pertraktacji rozbrojeniowych następnego dnia dotarli oni do Radziłowa, w którym zgromadziło się ok. 60 słabo uzbrojonych członków POW pod dowództwem ówczesnego komendanta miasta Bolesława Karwowskiego. W miejscowości doszło do kolejnych pertraktacji, niestety, nieobliczalne wystąpienie kilku zapaleńców doprowadziło do strzelaniny[14]. W wyniku walk zginął peowiak Józef Tyszkiewicz, zaś kolejnych dwóch odniosło ciężkie rany[15], po stronie niemieckiej również była jedna ofiara śmiertelna. Po krótkim starciu zbrojnym udało się rozbroić Niemców. Zdobyto także 30 wozów taborowych.
   Po zakończeniu akcji rozbrojeniowej POW wzięła na siebie obowiązek czuwania nad porządkiem publicznym. Pod koniec listopada Kazimierz Sosnkowski, piastujący w tym czasie funkcję dowódcy Warszawskiego Okręgu Generalnego WP rozpoczął formalną likwidację POW w podległym mu okręgu. W okręgu łomżyńskim na czele komisji likwidacyjnej stanął były komendant obwodu łomżyńskiego – Jan Kraszewski[16]. Rozkazem DOGen. z 29 XI 1918 r. nakazano wcielić do dnia 10 grudnia oddziały peowiaków rozmieszczone w Łomżyńskiem do miejscowego pułku piechoty[17]. W związku z powyższym także większość członków POW z terenu powiatu szczuczyńskiego udała się do Łomży, gdzie wstąpiła w szeregi formującego się 33. Pułku Piechoty. Do Łomży odtransportowano też zdobyte konie, broń z amunicją i wozy ze sprzętem saperskim.
   Symbolicznym aktem kończącym żywot POW na terenie okręgu łomżyńskiego było wspólne obwieszczenie płk. Naplińskiego, dowódcy Łomżyńskiego Okręgu Wojskowego i ppor. Leśniewskiego–Rodkiewicza, komendanta okręgowego POW, z dnia 23 XII 1918 r., w którym m.in. możemy przeczytać: praca POW IV okręgu kończy się, a cała władza wojskowa przechodzi do dowództwa okręgu wojskowego łomżyńskiego[18].

Przypisy:
   [1] Ogniwo POW w Szczuczynie powstało jesienią 1916 r. z inicjatywy Komendanta X Okręgu POW w Łomży Staria-Galińskiego. Powiat szczuczyński figurował w X okręgu jako Obwód VII, zaś jego pierwszym komendantem został sekretarz gminy Szczuczyn Witold Niesiobędzki. Po nim funkcje tę pełnili Czesław Rogowski i Stanisław Skała-Brodowski.
   [2] A. Dobroński, Listopad 1918 r. w regionie łomżyńskim, [w:] „Początki Niepodległości. Łomża – Białystok – Grodno – Suwałki 1918-1919”, Białystok 1998, s. 21.
   [3] CAW, POW - Relacje Komendy Naczelnej nr 1, sygn. 400.3196/127, Relacja Bohdana Stryjewskiego.
   [4] CAW, POW - Relacje Komendy Naczelnej nr 1, sygn. 400.3196/127, Relacja Mieczysława Dąbrowskiego.
   [5] CAW, Hipolit Dembiński – Odrzuc. 28.02.1938.
   [6] W. Jerulank, Odzyskanie niepodległości w 1918 r. w Grajewie i w pow. Szczuczyńskim w relacjach, [w:] „Z przeszłości Grajewa i okolic”, Grajewo 1988, s. 69.
   [7] P. Łossowski, Zerwane pęta. Usunięcie okupantów z ziem polskich w listopadzie 1918 r., Warszawa 1986, s. 157-158.
   [8] A. A. Cybulski, Listopad 1918 w Rajgrodzie, „Rajgrodzkie Echa”, Nr 11-12, listopad-grudzień 2008.
   [9] CAW, Jan Wielgat – KN 6.06.1931.
   [10] Dokładnie do dnia 24 listopada, gdy najwyższe władze Polski i Niemiec podpisały ostatecznie w Kownie umowę gwarantującą Niemcom możliwość ewakuacji armii tzw. „Ober-Ostu” linią kolejową przez Białystok i Grajewo do Prus Wschodnich. Do Grajewa oddziały Wojska Polskiego wkroczyły dopiero 20 II 1919 r., kiedy to niemiecka 1 brygada kawalerii jako ostatnia przekroczyła granicę między Grajewem a Prostkami. A. Deruga, Geneza umowy białostockiej z 5 lutego 1919 r. „Rocznik Białostocki”, t. VI/1966 r., s. 85-86; J. J. Milewski, Białostocczyzna – początki niepodległości, „Białostocczyzna” nr 1/1989 r., s. 24; J. J. Milewski, Z dziejów województwa białostockiego w okresie międzywojennym, Białystok 1999, s. 9, 11, 15; P. Łossowski, op. cit., s. 221-222, 234; W. Jerulank, op. cit., s. 58;
   [11] CAW, Witold Ossowski – MN 27.06.1938.
   [12] P. Łossowski, op. cit., s. 159.
   [13] W dotychczasowych publikacjach, jak również relacjach z epoki jako datę potyczki podawany był 11 listopada, wydaje się jednak, że był to „skrót interpretacyjny”, który wydarzenia z kilku listopadowych dni przenosił i kojarzył z symboliczną datą 11 XI 1918 r. W świetle najnowszych badań autorów potyczka w Radziłowie miała miejsce bez wątpienia dnia 18 listopada. Błędną datę podawali m.in. M. Dąbrowski, op. cit.; W. Jerulank, op. cit., s. 58 T. Dudziński, op. cit., s. 157.
   [14] CAW, Bolesław Karwowski – Ap. 4762.
   [15] Byli nimi: Józef Kosmaczewski ps. „Jastrząb” i Bolesław Karwowski ps. „Choiński”. CAW, Józef Kosmaczewski – MN 27.06.1938, Bolesław Karwowski – Ap. 4762.
   [16] A. Kurpiewski, "Okręg Łomżyński Polskiej Organizacji Wojskowej 1915-1918", Białystok 1987 (praca magisterska, maszynopis w zbiorach Grajewskiej Izby Historycznej), s. 70-71.
   [17] J. Ciapek, Zarys historji wojennej 33-go pułku piechoty, Warszawa 1929, s. 5.
   [18] R. Morcinek, POW, okręg łomżyński, [w:] „Spis polskich organizacji wojskowych i formacji z wojny światowej 1904-1921”, Warszawa 1937, s. 275.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież