Ignacy Mościcki na Ziemi Grajewskiej


   26 września 1928 r. Ziemię Grajewską odwiedził urzędujący prezydent RP, Ignacy Mościcki. Poza udziałem w uroczystości wręczenia sztandaru grajewskiemu 9 psk była to okazja do odwiedzenie kolegi ze studiów Stanisława Żelechowskiego, właściciela majątku w Boguszach. Jednak nie była to pierwsza wizyta Ignacego Mościckiego na tym terenie. W swojej „Autobiografii” wspomniał on, że pod koniec XIX w. zrobił to dwukrotnie. Po raz pierwszy Ignacy Mościcki był w okolicach Grajewa tuż po ślubie, 22 lutego 1892 r. Udawał się on za granicę, aby uzyskać praktyczne informację, dotyczące materiałów wybuchowych.
   Podróż za granicę ułatwił mi tym razem mój kolega Stanisław Żelechowski, którego rodzice posiadali majątek nad samą granicą niemiecką koło Grajewa. Łączyły mnie z nim bliższe sosunki koleżeńskie jeszcze w korporacji [Korporacja Akademicka „Welecja”], bo mieszkaliśmy przez pewien czas nawet razem w Rydze. Ojciec jego, znający dobrze naczelnika komory celnej w Grajewie, nie miał trudności na uzyskanie pozwolenia na mój przejazd przez granicę w Grajewie, mimo iż nie posiadałem paszportu zagranicznego. Przedstawił mnie jako swego gościa, ziemianina z lubelskiego, który zaniemógł i pragnął udać się do specjalisty w Królewcu. Graniczna stacja niemiecka znajdowała się blisko Grajewa, także można się było do niej udać piechotą, co też uczyniłem. I kiedy po kupieniu biletu miałem wejść do wagonu, zostałem niepodziewanie zatrzymany przez agenta policyjnego, który poprosił o udanie się z nim do inspektora policji. Po wylegitymowaniu się moim paszportem wewnętrznym i wyjaśnieniu, że przeszedłem przez rosyjską komorę celną za pozwoleniem jej naczelnika, po daniu celu mojej podróży do Królewca, uspokoiłem inspektora, który przeprosiwszy mnie, nie widział dalszych przeszkód w moim wyjeździe. Ponieważ pociąg mój odjechał, a do następnego pozostało kilka godzin czasu, mogłem powrócić jeszcze do państwa Żelechowskich. Do Królewca naturalnie nie dojechałem.
   Po raz drugi w okolicach Grajewa przyszły prezydent pojawił się latem 1892 r. Tym razem uciekał przed policją carską do Berlina, korzystając z pomocy swoich znajomych.
   Pierwszym etapem naszej dalszej podróży był dom rodziców mojego kolegi Żelechowskiego, których majątek – jak już wspomniałem – dochodził pod Grajewo do samej granicy niemieckiej. Przybwszy tam poczuliśmy się znowy wolni i na razie bezpiecznie. Po kilku dniach pobytu w tym gościnnym domu udaliśmy się z gospodarzami na przechadzkę do lasu i tam przeszliśmy granicę. Poza laskiem, po stronie niemieckiej, czekał już na nas mój kolega z powozem, którym mieliśmy pojechać do miasteczka Ełku, by tam dopiero wsiaść do pociągu. Szćzesliwym trafem dawniejsza moja przygoda na stacji przy samej granicy w małej wioszczynie, w Prostkach, dała mi wskazania, bez której nasz miterny plan wydostania się spod łap rosyjskich nie byłby się udał. Bylibyśmy na pewno zatrzymani na pierwszej stacji niemieckiej i wydani władzom rosyjskim.