Spis treści

Cele działalności Kedywu

   Cele Kedywu określił w swoich wytycznych Wiktor Konopko ps. ”Grom” dnia 22 stycznia 1943 roku. zasługują one jednak na rozwinięcie. Wówczas to rozkazał on na wszystkich szczeblach dowodzenia utworzyć komórki sztabowe[8].
   Jednym z celów stało się przygotowywanie partyzantów do przyszłego powstania zbrojnego. Uwarunkowane to było przebiegiem działań zbrojnych na froncie wschodnim. Łatwo zauważyć bowiem, że zarówno na Ziemi grajewskiej, jak i w pozostałych obwodach AK konspiracja stała się intensywniejsza szczególnie po kolejnych niemieckich niepowodzeniach na froncie wschodnim. Odtąd front zbliżał się do ziem polskich. W związku z tym należało liczyć się z większym ruchem społeczeństwa, charakteryzującą się otwartą walką z okupantem.
   Aby przygotować partyzantów do nieuchronnej walki, należało ich do niej odpowiednio przygotować. Najskuteczniejszym środkiem do przeszkolenia ich było uczestnictwo w akcjach dywersyjnych. W momencie wzmożonej działalności konspiracyjnej, – a taka miała miejsce na Ziemi Grajewskiej wiosną i latem 1944 roku – partyzanci szybciej nabierali doświadczenia bojowego.
   Z powyższym aspektem związany jest kolejny. Otóż aby wywołać powstanie, należało posiadać broń, amunicję, pieniądze i wiele różnych rzeczy, które okazywały się niezbędne w czasie walki. Na obszarze Ziemi Grajewskiej część broni pozostała po działaniach z września 1939 roku oraz po ucieczce Sowietów dwa lata później. Jednak partyzanci niezbędne rzeczy zdobywali również podczas przeprowadzanych akcji. W ten sposób zdobywali broń, która stał się im potrzebna w późniejszym czasie (w akcji „Burza”).
   Sytuacja na froncie wschodnim, zaczęła zmieniać się na niekorzyść Wehrmachtu także pod wpływem działalności partyzantów. Kolejnym celem działalności grup dywersyjnych było więc wyrządzanie administracji okupacyjnej szkód komunikacyjnych, gospodarczych i militarnych. Przejawiało się to w formie niespodziewanych ataków, które skutecznie odwracały uwagę Niemców od tego, co działo się na froncie. Na terenie obwodu Grajewskiego AK taka sytuacja miała szczególnie wiosną i latem 1944 roku, kiedy to ostatecznie Ziemia Grajewska znalazła się na bezpośrednim zapleczu frontu. Po skutkach akcji grup dywersyjnych widać, w jak dużym stopniu absorbowały one uwagę okupanta, którego skuteczność działań została przez to zmniejszona.
   Jak wiadomo w całej okupowanej Polsce, a więc także na terenie Ziemi Grajewskiej, hitlerowcy stosowali bezwzględną politykę terroru, na którą składały się wysiedlenia, łapanki, egzekucje itp. W takiej sytuacji podziemie niepodległościowe sięgało po grupy dywersyjne. Kolejnych ich celem stało się więc dokonywanie odwetu za różne nieprawości, których dopuszczali się hitlerowcy.
   Grupy dywersyjne wyrządzały okupantom nie tylko szkody o wymiarze materialnym, ale i psychologicznym. Chodziło mianowicie o to, aby zasiać wśród Niemców zwątpienie. Uświadamiano im, że tak naprawdę to nie wygrali oni jeszcze wojny, a na prowincji rządzą partyzanci. W ten sposób starano się zachwiać pewność siebie zarówno, wśród przedstawicieli administracji okupacyjnej, jak i ludności cywilnej.

Przejawy działalności Kedywu

   Rozkazy na temat planowanych akcji, były wydawane głównie w formie ustnej. Można stwierdzić, że jest to cecha charakterystyczna dotycząca działalności tego pionu AK na terenie Ziemi Grajewskiej. Nie pozostawiono żadnych dokumentów z działalności Kedywu, nie tylko dlatego, że nie zachowały się one, ale również z powodu troski o bezpieczeństwo członków konspiracji oraz cywili. Niestety brak źródeł pisanych stawia historyka w trudniejszej sytuacji, ponieważ przez to brak jest potwierdzenia i zweryfikowania informacji podawanych przez żyjących członków Kedywu.
   Kedyw podlegał wyłącznie AK i tylko członkowie tej organizacji wchodzili w jego szeregi. Oprócz AK na terenie Ziemi Grajewskiej w okresie okupacji hitlerowskiej walczyły jeszcze oddziały Narodowych Sił Zbrojnych. Ta formacja miała własne wydzielone grypy do walki z Niemcami. Z Kedywem one nie współpracowały. Inny był bowiem teren działalności obu tych organizacji; NSZ działał głównie na terenie gmin Radziłów, Szczuczyn i Wąsosz, a AK przeważało liczebnie w gminie wiejskiej i miejskiej Grajewo oraz w gminie Rajgród.
   Członkowie Kedywu ubrali byli w sposób różnorodny. Jednak ubiór ich był cywilny – taki w jakim chodzili na co dzień. Chodziło przede wszystkim o tym, aby nie zwracać tym samym zbędnej uwagi na swoją osobę.
   Partyzanci używali głównie broni przechowywanej po działaniach wojennych we wrześniu 1939 roku. Najwięcej było broni rosyjskiej. Były to karabiny bojowe i ręczne karabiny maszynowe. W Toczkach, gdzie budowano schrony, w niektórych z nich pochowane były działa, ciężkie karabiny maszynowe o lufie długiej na 2 metry. Były one chłodzone powietrzem. Umieszczono tylko kartki na lufach. Przechowywano je w magazynach. Placówka znajdowała się u „Celownika” na kolonii Łękowo. W piwnicy przechowywano broń.
   Z relacji Franciszka Duby oraz skróconych życiorysów byłych członków AK wiadomo, iż Kedyw na terenie powiatu grajewskiego działał już w 1943 roku. Członkami tej grupy byli wówczas m. in.: Stanisław Grzybowski ps. „Mrówka”, Leon Sierakowski ps. „Siergiej”, Hieronim Żbikowski ps. „Celownik”, Edward Żbikowski ps. „Wawer”, Franciszek Lendo ps. „Kmicic” oraz Antoni Lendo ps. „Wilk”. Początkowo Kedyw liczył kilka osób. Jednak na temat aktywności tego pionu w 1943 roku jest mało źródeł. O tym okresie napisał Edward Żbikowski w swoim życiorysie. Wspomniał on mianowicie, że członkowie oddziału Władysława Świackiego ps. „Sęp” szkolili się w lesie tzw. Brzeziny Ciszewskie. Pierwsze działania dywersyjne miały miejsce na przełomie maja i czerwca 1943 roku. Najpierw rozbrojono Niemców w Wojewodzinie, Kurejwie i Niedźwiedzkich[9].
   Natomiast Franciszek Duba – którego wspomnienia stanowią główny rdzeń niniejszego artykułu – członkiem Kedywu został w marcu 1944 roku. Od tego czasu ukrywał się on przez niemiecką żandarmerią polową, która chciała go aresztować, po donosie konfidenta. W marcu 1944 roku grupa Kedywu liczyła 8 ludzi. Wówczas wszyscy dobrze się znali. Później nastąpił wzrost jej liczebności. W maju grupa składała się z 20 osób, a u kresu działalności - z 25-26 członków. Oczywiście liczby w różnych materiałach są różne, ale można stwierdzić, że partyzantów w Kedywie było niewielu więcej niż 30.
   Franciszek Duba wspomniał również, że razem z pozostałymi członkami Kedywu 2 razy otrzymał żołd wynoszący 100 marek niemieckich. Czasami dostawali też papierosy. To były praktycznie jedyne materialne formy wynagrodzenia. Za działalność w samym Kedywie dowództwo obwodu grajewskiego AK nie przydzielało odznaczeń i orderów. Poszczególnych członków konspiracji odznaczano za zasługi dla konspiracji. Niemniej biorąc udział w akcjach dywersyjnych łatwiej było awansować na wyższy stopień lub otrzymać odznaczenie. W czasie swojej służby w Kedywie Franciszek Duba doczekał się awansu ze stopnia strzelca na starszego strzelca. Jednak czynności takich jak awanse, dokonywano ustnie, bez formalności.
   Kedyw, tak samo jak każda uzbrojona grupa, miał dowódców. Odnośnie tej kwestii Franciszek Duba powiedział, że dokładnie ich nie zna, ale dodał, iż pierwszym był Hieronim Żbikowski ps. „Celownik”. Urodził się on 3 stycznia 1925 roku. W konspiracji działał już od początku okupacji hitlerowskiej. Podczas akcji „Burza”, w sierpniu 1944 roku, ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty i został awansowany do stopnia kaprala podchorążego. Pomagał ojcu Władysławowi Żbikowskiemu, ps. „Klucz” w działalności konspiracyjnej.
   Kolejnym dowódcą Kedywu został Antoni Zabiłowicz ps. Błyskawica”. Przybył on 27 maja 1944 roku do miejsca przebywania oddziału, które znajdowało się w lesie Żebrowskim w okolicach Podlasku. Z racji pseudonimu nowego dowódcy, ugrupowanie Kedywu nazywano oddziałem dywersyjnym „Błyskawicy”[10]. Zabiłowicz pochodził z Chojnówka, niewielkiej miejscowości położonej w okolicach Szczuczyna. Urodził się 4 stycznia 1902 roku. Przed wojną jako saper służył w 33 pułku piechoty, który stacjonował w Łomży. W Wojsku Polskim dosłużył się stopnia plutonowego. W konspiracji działał od maja 1940 roku. W marcu 1942 roku awansowany został do stopnia sierżanta, w listopadzie 1942 – podporucznika, a w maju 1944 – porucznika. Dał się poznać jako doskonały strzelec, w tym także z broni maszynowej. Działał na terenie powiatu grajewskiego, ale również na ziemi łomżyńskiej.
   W Kedywie obowiązywały zasady ścisłej konspiracji. Nie noszono przy sobie dokumentów, jeśli tego nie wymagały obowiązki konspiracyjne. Oczywiście posługiwano się również pseudonimami, czasami nawet kilkoma. Było to podyktowane tym, że uczestnictwo w poszczególnych akcjach dywersyjnych stanowiło bardziej wymagający etap działalności niepodległościowej. Ponadto, jako ludzie już wcześniej zdekonspirowani, w przypadku ujęcia przez hitlerowców, musieli liczyć się z ich strony z najsurowszych wymiarem kary. Członkowie omawianego pionu wykonywali wyłącznie powierzone im zadania. Nie zajmowali się natomiast tym, co nie należało do ich kompetencji. Ponadto wiele operacji dokonywanych przez Kedyw, były to tzw. akcje zastrzeżone. Wykonywane był one jedynie na rozkaz. Miało to na celu uniemożliwienie przeprowadzania samowolnych akcji, które – bez uprzedniego przygotowania – mogły zakończyć się nie tylko rozbiciem grupy, ale także represjami ze strony okupanta na ludności cywilnej. Walka grup dywersyjnych nie miała więc oznak spontaniczności, lecz było to z góry zaplanowane działanie. Odgórne nakazy miały więc na celu zapewnienie bezpieczeństwa zarówno partyzantom, jak i ich bliskich oraz znajomych. Pomagającym im groziły bowiem surowe konsekwencje za wspieranie „bandytów” – tak bowiem okupanci określali partyzantów. Członkowie Kedywu nie ujawniali swojej aktywności nawet wobec osób cywilnych, w tym także przed najbliższymi. Nie wiedzieli, w których akcjach i jak często uczestniczył każdy z nich. Jeśli ktoś nie wziął udziału w określonej akcji, to wówczas nie był informowany o planach jej przeprowadzenia. Kierowano się zasadą, że jeśli partyzanci im mniej wiedzieli, tym lepiej. O tym, jak poważnie traktowano zasady konspiracji, świadczy fakt, iż Franciszek Duba uznał, że ich oddział był jedyną – oprócz tego dowodzonego przez „Żaka” – grupą dywersyjną w grajewskim obwodzie AK. Skoro więc partyzanci nie wiedzieli, że poszczególnych akcji dokonywały inne ugrupowania Kedywu, to okupant tym bardziej mógł o tym nie wiedzieć.
   Kedyw podlegał bezpośrednio komendantowi obwodu grajewskiego AK. w latach 1943-44 był nim wspomniany Franciszek Puchalski ps. „Żubr”. Po jego aresztowaniu nowym komendantem został Wiktor Konopko ps. „Grom”. Z powodu braku informacji o wpływie pierwszego z wymienionych na omawianą grupę dywersyjną, w niniejszym artykule uwaga będzie skupiona na „Gromie”. Rozkazy zlecane przez komendanta przyjmował dowódca Kedywu. Na spotkania z członkami grup dywersyjnych co jakiś czas przychodził również Władysław Świacki. Przez pewien czas obaj, „Sęp i „Grom”, ukrywali się w Klimaszewnicy w gospodarstwie Józefa Zamierowskiego ps. „Wierzba”. To właśnie tam członkowie Kedywu chodzili z meldunkami po przeprowadzonych akcjach, a także po kolejne rozkazy. „Grom” podpisywał meldunki i rozkazy oraz decydował, kogo należało skierować na akcję. Do niego kierowano się również z wnioskami na temat szpicli, czyli osób współpracujących w okupantem. „Grom” ustalał, czy i kogo należy zlikwidować za różne formy pomagania Niemcom. Nawet za kontakty z szucmanami[11] groziły surowe konsekwencje. Warto nadmienić, iż likwidowano nie tylko donosicieli żandarmerii, lecz także byłych agentów NKWD, a więc aktywnych jeszcze w czasie okupacji sowieckiej w latach 1939 - 1941.
   Niemcom donosili głównie miejscowi. Obcym trudniej było bowiem zyskać zaufanie wśród okolicznej ludności. Współpracownicy okupanta oprócz tego, że ryzykowali, to mieli jeszcze różne korzyści z donosicielstwa. Podstawowym profitem było to, że Niemcy zapewniali im bezpieczeństwo i nietykalność. W okresie wzmożonych egzekucji i pacyfikacji wsi (Kosówka, Grzędy), był to element, który zachęcał do pomagania hitlerowcom. Ponadto kolaboranci mieli również możliwość zaopatrzenia się w karty żywnościowe. Częstą formą wynagradzania donosicieli było płacenie. Jednym z takich donosicieli był mieszkaniec jednej ze wsi, położonych na południowy-zachód od Grajewa. Raz udało mu się zbiec. Gdy grupa 10 osób, mających jego zlikwidować, nie nikogo zastała w domu, to wówczas zaczęto przeszukiwać budynki gospodarcze. Ojciec niedoszłej ofiary, ukrywający się również na strychu zabudowania, gdzie przetrzymywano siano, zabił jednego z egzekutorów. Śmiertelny cios dostał siekierą w głowę. Po wojnie wspomniany kolaborant sądzony był za donosicielstwo. Przebywał w więzieniu przez 5 lat.
   Powyżej wspomniano, że dowódcy obwodu grajewskiego AK ukrywali się w okolicznych miejscowościach. W związku z tym zaistniała potrzeba kontaktu z osobami posiadającymi doskonałe rozeznanie w terenie. Za takich uznawani byli szczególnie partyzanci Kedywu. Wiązała się z tym wiec kolejna płaszczyzna działalności tej grupy. Partyzanci byli mianowicie wykorzystywani jako wywiadowcy a także łącznicy[12].
   Priorytetem Kedywu była działalność na wsiach, często poza terenem zabudowanym. Z tego względu zauważalna jest o wiele mniejsza ilość akcji miejskich. Tak jak na terenie pozostałych obszarów okupowanego kraju głównymi zadaniami tego pionu było organizowanie akcji dywersyjnych i sabotażowych. Akcjami sabotażowymi były głównie napady na obiekty pracujące na potrzeby gospodarki III Rzeszy. Za takie miejsca na terenie powiatu grajewskiego można uznać m. in. majątki[13], którymi zarządzali Niemcy (Wojewodzin, Niećkowo). W Niećkowie pewna firma budowała obory i chlewy. Partyzanci dokonali na ten majątek akcji. Jednemu Niemcowi odebrano pistolet. Jak się okazało jeniec ten był prezesem wspomnianej powyżej firmy. Prawdopodobnie dnia 8 maja 1944 roku niemiecki właściciel majątku w Wojewodzinie zaprosił Niemców na polowania. W nocy partyzanci zaatakowali ten majątek. Znaleziono w nim dużo broni. Zabrano 4 dubeltówki, 1 sztucer i pistolety. W majątku było wówczas 4 Niemców. Wszystkich ich rozebrano i tak ich przetrzymywano na korytarzu. Podczas tej akcji zarekwirowano również maszynę do pisania oraz radioodbiornik.
   Cechą charakterystyczną grup dywersyjnych była swoboda działania, z jaką dokonywano akcje. Świadczyło to o tym, że udział w nich brali partyzanci dobrze przygotowani. Akcje Kedywu miały różne natężenie. Oznacza to, że raz dokonywano napadów na majątek, a innym razem – likwidowano szpicli. Zmienna była również lokalizacja działań partyzantów. W tym przypadku chodziło przede wszystkim o to, aby nie operować na wąskim obszarze. Wówczas istniałby bowiem groźba zasadzki ze strony hitlerowców.
   W działalności konspiracyjnej nie brakowało nietypowych sytuacji. Pewnego razu właściciel majątku w Wojewodzinie szykował się do wyjazdu do rodziny. Z tej okazji miał zrobione 50 litrów samogonu. Przetrzymywał go w gąsiorze. Partyzanci w czasie jednego z napadów wzięli ze sobą ten gąsior. Taka zdobycz wzbudziła śmiech wśród partyzantów. W czasie tej samej akcji wzięto również całą sztukę materiału, który był potrzebny na ubrania. Polski właściciel tego majątku, który nazywał się Gardocki, pracował w nim. Należał do AK.
   Innym razem naprzeciw Kotów-Rybno partyzanci zaatakowali obchodowego[14]. Był to pracownik kolejowy, który kontrolował tory, chodząc wzdłuż torów. Posiadał on przy sobie pistolet. Partyzanci chcieli od niego wziąć właśnie tę broń. Zastrzelili go, ale po niedługim odstępie czasu pojawił się patrol niemiecki. Partyzanci musieli wycofać się. Patrolujący Niemcy zauważyli ich bowiem i ścigali. Partyzanci o mały włos nie zostali schwytani. Zazwyczaj było kilku Niemców, którzy patrolowali tory. Nie wykluczone jednak, że zwiększeni tej liczby było następstwem ataków na „obchodowych”.
   Był taki okres, kiedy Niemcy dali gajowym broń. Franciszek Duba wspomina, że ci mieli tylko dwie sztuki w swoim posiadaniu. W czasie jeden z akcji partyzanci Kedywu zabrali im ją. Należy podkreślić, że leśnicy bardzo pomagali podziemiu: przechowywali broń, byli przewodnikami grup dywersyjnych, ukrywali ludzi zdekonspirowanych, itp.
   Członkom Kedywu rzadko udzielano pomocy lekarskiej. Pewnego razu sprowadzili z Grajewa doktora Szejtelmana. Był to uciekinier z Łodzi, ukrywający się przed Niemcami z racji żydowskiego pochodzenia. Dziwił się on, że partyzanci Kedywu nie boją się Niemców. Na akcje partyzanci tylko czasami nosili ze sobą podstawowe materiały opatrunkowe. W użyciu były te, które zdobyto na Niemcach. Stanowiły je przeważnie gaza lub bandaż płócienny. Wszystko to było sterylne, czyste i umieszczone w folii. Używano również tabletek o nazwie Prontozyl. Były one Pakowano po 20 tabletek. Stosowano je przeciwko zakażeniom. Jednak należy w tym momencie uwzględnić, że wymienione tabletki były w powszechnym użyciu w 9 Pułku Strzelców Konnych Armii Krajowej. Według Franciszka Duby dostawą leków i materiałów opatrunkowych zajmowała się Stanisława Skrodzka ps. „Krzysztof”.
   Akcje należało przeprowadzać ostrożnie, bez zbędnych ofiar. Istniało bowiem wiele przykładów, które odradzały radykalne środki prowadzenia walki dywersyjnej. Po tym jak w jednej akcji partyzanci zastrzelili żandarma, Niemcy stosowali pewną zasadę. Tyle osób zostało rozstrzelanych, ile wyznaczyła Niemka, która przybyła na miejsce specjalnie w tym celu. Dlatego członkowie Kedywu starali się, by nie zabijać Niemców, albo robić to w ostateczności, ponieważ to odbijało się na ludności cywilnej. Za akcje sabotażowe i napady nie groziła nikomu śmierć. Z tego też względu najczęściej przeprowadzano tę właśnie formę walki dywersyjnej.
   Napadano nawet na majątki niemieckie w Prusach Wschodnich. Jedna z posiadłości, należąca do Schulza, padała ofiarą ataków 3 razy. W czasie takich akcji zabierano broń i żywność. Mimo tego, że akcje były zaplanowane, to jednak nie wszystkie kończyły się sukcesami. Jedną z ważniejszych nieudanych akcji była próba odpalenia ładunków wybuchowych na torach pomiędzy miejscowościami Ciemnoszyje i Białogrądy. Akcję rozpoczęto zaraz po oddaleniu się 3 „obchodowych”. W pierwszej minie, która została założona, zapalnik był niedobry. Natomiast druga mina była za słaba. Wyrwała tylko 50 centymetrów toru. Skład kolejowy składał się z wagonów pulmanowskich. W takim wagonie dwie osie są obok siebie. Wagon nie wyskoczył poza szynę, ponieważ druga oś trzymała. W rezultacie pociąg nie wykoleił się. To było jedyna akcja na kolei, przeprowadzona przed grajewski Kedyw. Po powrocie „Komar” mówił o nieudanym ataku. „Grom” bardzo tym się zdenerwował.
   Znaczenie linii kolejowej prowadzącej przez Grajewo, było mniejsze od tej, która prowadziła z Warszawy przez Białystok i dalej na wschód. Tą okolicznością można wytłumaczyć znikoma liczbę ataków na pociągi w latach 1943-1944 na Ziemi Grajewskiej.