Spis treści

Akcja w Prusach Wschodnich w marcu 1944 roku

   Zasięg działań Kedywu grajewskiego obwodu AK obejmował obszary powiatu ełckiego i grajewskiego aż po Biebrzę. W styczniu, lutym i marcu 1944 roku patrole partyzanckie dokonały kilku akcji na obszarze powiatu ełckiego. Oddziały liczyły po kilku ludzi, głównie 5-6 osób. Tam likwidowano patrole żandarmerii i straży granicznej. W wyprawach tych nie poniesiono poważnych strat. Rezultatem wspomnianych wypadów było zlikwidowanie przeszło dwudziestu hitlerowców oraz zdobycie broni i amunicji[15].
   Jedną z takich akcji była wyprawa w okolice Ełku w marcu 1944 roku. Rozkaz do jej przeprowadzenia wydał „Grom” pod koniec tego miesiąca. Udział w niej wzięło pięciu partyzantów: Franciszek Duba ps. „Zapalnik”, Eugeniusz Duba ps. „Pocisk”, Antoni Piaszczyński ps. „Topór”, Leon Sierakowski ps. „Siergiej”. Całą grupą dowodził Hieronim Żbikowski ps. „Celownik”. Partyzanci, którzy mieli udać się na tę akcję ukrywali się w lesie Żebrowskim. Akcję rozpoczęli po wyruszeniu z tego lasu pewnego marcowego wieczora. Jednak nie znali dobrze terenu, na którym mieli przeprowadzić akcję Poszli w ciemno, nie posiadali ze sobą żadnej mapy. Partyzanci uzbrojeni byli w długą broń. Mieli dotrzeć na trasę, idącą z Ełku przez Wiśniewo w kierunku Rajgrodu. Celem wyprawy było zaatakowanie żandarmów niemieckich na wspomnianej trasie. Żandarmeria zjeżdżała się do Ełku na odprawy. W Baranach, leżących w pobliżu stacji kolejowej Szyba (dziś jest to dzielnica Ełku), partyzantom udało się przejść przez główną drogę i ukryć się w lesie. Przebywali tam przez tydzień. Pogoda w tym czasie nie dopisywała. Padał deszcz ze śniegiem. Partyzanci musieli też ukrywać się przed cywilami niemieckimi, którzy czasami przyjeżdżali do lasu po drzewo. Pewnego wieczora partyzanci zauważyli, że jeden z nich wnosi coś ze sobą. Ukrywający się członkowie Kedywu do jedzenia mieli kawałek słoniny i bochenek swojskiego chleba. Po pewnym czasie nawet i to pożywienie skończyło się. Nie opodal, tuż za lasem, stał piętrowy budynek. Postanowili tam pójść po żywność. Trzech z nich obstawiło budynek, a Celownik i Topór zapukali do drzwi. Powiedzieli osobom, przebywającym w środku, aby im otworzono. Jedna kobieta powiedziała, że nie wie kim oni są i nie zrobi tego. Otworzył dopiero żandarm. Kiedy zauważył, że to partyzanci, zdążył zamknąć drzwi z powrotem. Jeden z członków Kedywu chciał strzelić do niego z samozaradki ale nie wypaliła. Okazało się, że w tym budynku mieszkali żandarmi. W przyległym do tego domu chlewie przetrzymywani byli prawdopodobnie jeńcy rosyjscy. „Celownik” strzelił z pepeszy po szybach, chcąc zmusić ich do opuszczenia chlewa. Niemcy w odpowiedzi zaczęli strzelać z karabinów. „Siergiej” został lekko ranny. Jedna z kul trafiła go w rękę. Trafił go jeden z Niemców, który strzelał z góry. Partyzanci wycofali się z powrotem do lasu. Niedaleko była pewna miejscowość. Jak się rozległy strzały, to z jej zabudowań powybiegali mieszkańcy. Była to ludność cywilna. Niemcy nie ruszyli od razu do lasu za partyzantami. Dzięki temu uciekający powiększyli dystans od późniejszego pościgu. Członkowie Kedywu wycofywali się wzdłuż linii elektrycznej, biegnącej od Ełku do Grajewa, 200 metrów od głównej drogi. W Nowej Wsi Ełckiej natknęli się na Niemców. Była tam pewna firma, w której po zauważeniu partyzantów pogasły wszystkie światła. Niemcy wiedzieli, w którym kierunku będą oni szli. Partyzanci musieli dalej cofać się dalej idąc polem. W pobliżu Prostek przyjechały dwa samochody z żołnierzami niemieckimi. Zatrzymały się na szosie skręcającej na drogę za Niedźwiedzkimi. Partyzanci skierowali się na Flesze i w ten sposób udało im się ujść. Przez cały czas, w którym odbywał się odwrót, nieustannie padał śnieg. Pogoda zmieniła się dopiero wówczas, gdy partyzanci byli w okolicach Prostek. Zostawiali za sobą ślady, czego przyczyną była ponowa[16]. Noc była partyzantom mniej groźna. Bardziej obawiali się tego, co ich mogło spotkać za dnia. Wtedy bowiem Niemcy szli za nimi, po ich śladach. W jednym bagnie w okolicach Flesz Niemcy pobłądzili i stracili trop. Partyzanci teren Prus Wschodnich opuścili dopiero następnego dnia. Akcję tę przypłacili jednak olbrzymim zmęczeniem. Przeszli główną drogę, biegnącą z Grajewa do Szczuczyna. W międzyczasie przespali się. Kiedy zaczęło świtać, dotarli do lasu Żebrowskiego. Franciszek Duba wspomniał, że była to najtrudniejsza akcja, w której uczestniczył.
   Warto nadmienić, że w czasie tej, jak i innych akcji przeprowadzanych na terenie Prus Wschodnich, okoliczni mieszkańcy źle odnosili się do partyzantów. Jednak takich wypadów i potyczek w tym rejonie grajewska konspiracja przeprowadziła jedynie kilka. Nie mniej należy je uznać za bardzo spektakularne[17].
   Akcje na terenach spoza powiatu grajewskiego były o tyle specyficzne, że większość osób, działających w Kedywie doskonale znała okoliczny teren. W ten sposób wypracowywano przewagę nad Niemcami. Natomiast wyprawiając się na tereny niemieckie partyzanci tracili ją, dodatkowo będąc pozbawionymi oparcia w ludności miejscowej.

Działalność Kedywu bezpośrednio przed akcją „Burza”

   Z nieznanych przyczyn dowództwo grajewskiego obwodu AK w kwietniu 1944 roku planowano rozwiązać Kedyw. Prawdopodobnie dokonywano reorganizacji lokalnych struktur AK, przygotowując tym samym grunt pod akcję „Burza”. Rozkazem Nr 256 z 20 kwietnia 1944 roku "Mścisław", nadał oddziałom partyzanckim i oddziałom Kedywu Okręgu AK Białystok nazwy przedwojennych oddziałów Wojska Polskiego. Oddziały Obwodu Nr 4 "Dzik" – Grajewo otrzymały wówczas nazwę 9 pułku strzelców konnych. Ta sytuacja niepewności partyzantów Kedywu panowała 4 lub 5 dni. W tym czasie członkowie tej grupy rozeszli się, by nie ukrywać się w całości. „Zapalnik” i „Mrówka” chcieli przenocować w tym czasie u siostry Jana Mścichowskiego (ps. „Miś”) w Danówku, który również był w konspiracji. Jednak on uciekł z domu, ponieważ bał się, że ktoś wyda go Niemcom, z powodu udzielania pomocy partyzantom.
   Wiosną działalność partyzancka na terenie Ziemi Grajewskiej przybrała na sile. Jeszcze w kwietniu 1944 roku powstał drugi oddział partyzancki pod dowództwem Wacława Sieńki ps. Wiarus”.
   Bardzo newralgicznymi obiektami akcji partyzanckich były majątki ziemskie. Pracowali w nich bowiem Polacy, a nierzadko bywały, że także oni należeli do konspiracji. Tak było między innymi w majątku Ławsk. Jeden z pracowników wspomina, iż wczesną wiosną 1944 roku brał „udział w przygotowywaniu najścia Kadywu na majątek Ławsk i rekwizycję potrzebnych zapasów materiałowych i żywnościowych”[18]. Zabrano wówczas między innymi pas skórzany (o długości 22 m, szerokości 18 cm i grubości 9 mm). Okazuje się, że pomoc innych partyzantów oraz cywili była nie do przecenienia.
   Na początku maja 1944 roku 9 partyzantów, na czele Kwatermistrza Obwodu AK Józef Dąbrowskiego ps. „Skiba”, zaatakowało posterunek żandarmerii w Ławsku. Rozbrojono 2 żandarmów i zdobyto ich broń oraz umundurowanie. Jednym z jeńców był komendant posterunku w Wąsoszu Czaplinda, a drugim – jego zastępca Szafer. Ten ostatni, który znęcał się nad Polakami, został ukarany batami.
   Zdarzały się sytuacje, kiedy organizowano wspólne akcje dywersyjne z pozostałymi partyzantami należącymi do AK. Było tak szczególnie wówczas, kiedy chodziło o bardzo ważną i trudną akcję dywersyjną. Około 20 maja 1944 roku inspektor AK, mjr Jan Tabortowski ps. „Bruzda”, wydał rozkaz koncentracji na bagnie w okolicach Wizny oddziału AK, który składał się ze 120 ludzi. Celem było przeprowadzenia akcji uwolnienia aresztowanych członków konspiracji. Wzięli w niej udział także członkowie grajewskiego Kedywu („Zapalnik”, „Siergiej”, „Celownik”, „Kmicic”, „Wilk”, Czesław Rudzki ps. „Korsarz”, Jerzy Dzięgielewski, ps. „Hetman”, Zygmunt Łepkowski ps. „Kosa”, Jan Kadłubowski ps. „Lis”, Jan Masłowski ps. „Ładny”), oraz inne osoby z grajewskiego obwodu AK (Piotr i Wacław Sebunio, Bolesław Wroczyński i partyzant o pseudonimie „Tomiks”, prawdopodobnie Czesław Waszkiewicz)[19]. Franciszek Duba wspomniał, że w tej akcji z obwodu grajewskiego udział wzięło 20 członków AK. W sumie po jednej stronie Narwi miało być 180 partyzantów, a z drugiej strony 220. Zbiórkę mieli na bagnach Wizna. Akcja ta nie odbyła się z powodu zdrady. Niemcy zostali uprzedzeni i przygotowali się. Gdyby ten wypad doszedł do skutku, byłaby to największa akcja z udziałem członków Kedywu grajewskiego obwodu AK. Niemniej w czasie tej akcji zaatakowano jeden z majątków położonych w okolicach Wizny. Rozbrojono 9 strażników niemieckich, zabrano kilka sztuk bydła i bardzo dużo żywności: 6 wozów. Przeprowadzono też ubój trzody chlewnej, a mięso załadowano do furmanki. Zadaniem Franciszka Duby była likwidacja łączności poprzez przecięcie linii napowietrznej. Miał on ze sobą nożyce oraz słupołazy, żeby za ich pomocą wspiąć się po słupie. Przydzielono mu dwóch ludzi do pomocy i jednego na patrol.
   Po powrocie tej akcji „Błyskawica” 24 czerwca 1944 roku ze swojej bazy koło Podlasku wysłał do wsi Okół 3 członków Kedywu: Henryka Rabka ps. „Wichura”, Tadeusza Saturnina Świackiego ps. „Saturn” i Ryszarda Truszkowskiego ps. „Ryś”. Według Franciszka Duby wyprawili się oni w celu uzyskania żywności, natomiast Władysława Świacki podaje, że celem była likwidacja domowej gorzelni samogonu[20]. Zadanie wykonali, ale w pobliżu lasu Niemcy otworzyli do nich ogień z broni ręcznej i maszynowej. „Saturn” zginął na miejscu, a „Wichura” dopiero po dłuższej wymianie ognia. Ranny „Ryś” zdołał zbiec i o zasadzce poinformować „Błyskawicę”. Około 3 godziny nad ranem dowódca Kedywu na czele 11 ludzi zaatakował żandarmów. Zginęło 4 z nich: 2 żandarmów ukraińskich, 1 Niemiec. Omyłkowo zabito też Stanisława Arciszewskiego. Służył on w AK i właśnie z ramienia tej organizacji był funkcjonariuszem żandarmerii niemieckiej. Pochodził z miejscowości Rutka koło Augustowa i tam został pochowany. We wspomnianym starciu ucierpiał również partyzant, Edward Żbikowski ps. „Wawer”, który dostał kulą w prawą nogę. Rannego skierowano na leczenie.
   W lipcu 1944 roku na stawach w Ławsku partyzanci zaatakowali i wzięli do niewoli żandarmów. Przetrzymali ich kilka godzin, porozbierali i odebrali im broń. Jeńców nie przesłuchiwano, ponieważ nikt partyzanci, poza „Korsarzem”, słabo znali języka niemieckiego. Partyzanci pognali jeńców do lasu. Jeden z żandarmów, Jan Gazowski, ps. „Bystry”, pochodzący z miejscowości Żebry, był członkiem AK. Informował on Kedyw o obecności żandarmów i ich poczynaniach. Jan Orzechowski zaliczył go do Kedywu, ale Franciszek Duba zaprzecza, żeby on był członkiem tej grupy. Oprócz „Bystrego” z miejscowości Żebry pochodził jeszcze inny członek AK przydzielony na posterunek żandarmerii. Był nim Józef Locman ps. „Bem”[21].
   Sytuacja Kedywu zmieniła się po rozpoczęciu akcji „Burza”. (Prowadzono ją na mocy rozkazu dowódcy AK z 20 listopada 1943 roku. Był to kryptonim planu powstania zbrojnego, mającego na celu przejęcie władzy w Polsce przy użyciu sił AK przed wkroczeniem wojsk sowieckich). „Tam, gdzie „Burza” była uruchamiana, kończył się okres konspiracyjnej walki bieżącej, a rozpoczynała się walka jawna”[22]. Ostatecznie działania zbrojne na terenach, w tym na Ziemi Grajewskiej, stały się intensywniejsze po sukcesach operacji wojsk radzieckich „Bagration”. Doprowadziła ona w stosunkowo krótkim czasie do oswobodzenia znacznej ilości terenu, w tym Białegostoku. W takiej sytuacji można było się spodziewać, że front wkrótce dotrze również do Ziemi Grajewskiej.
   Na początku lipca 1944 roku partyzanci 9 PSK AK zostali skoncentrowani na Osowym Grądzie nad Kanałem Woznawiejskim. Partyzantów Kedywu przydzielono do różnych szwadronów. Od tego czasu często likwidowano szczególnie patrole niemieckie, które zbliżały się do obozu wspomnianego oddziału.
   Do zwalczania polskiej konspiracji Niemcy wykorzystali nie tylko własne oddziały Wehrmachtu, żandarmerii i Gestapo. Franciszek Duba najgorzej wspominał Własowców. Stacjonowali w Grajewie i walczyli z partyzantami. Wśród ludności polskiej zyskali złą sławę, ponieważ bardzo gorliwie wykonywali powierzone im zadania. Jeśli mieli kogoś znaleźć, to szukali dotąd aż dopięli swego.

Straty Kedywu

   Kedyw grajewskiego obwodu AK poniósł również straty. Część partyzantów zginęła jeszcze trakcie akcji „Burza”. Pierwszą poważną stratą była śmierć dwóch partyzantów we wspomnianym starciu pod Okołem. W lipcu 1944 roku dwóch kolejnych członków Kedywu, „Ładny” oraz „Lis” przewozili broń. Byli poszukiwani przez żandarmerię niemiecką już od kilku miesięcy. W okolicach Sośni zostali zauważeni, jak transportowali broń. Nie chcieli poddać się żandarmom, wobec tego zaczęli uciekać. Jednak Niemcy zastrzelili ich.
   Bardzo aktywny był „Mrówka”. Jeszcze przed działalnością dywersyjną w Kedywie został on przydzielony przez AK do żandarmerii. Po jego dekonspiracji groził mu areszt i tortury. Wobec tego musiał się ukrywać. Uciekając z posterunku niemieckiej żandarmerii w Grajewie zabrał broń, głównie karabiny. Później wykorzystywane one były przez partyzantów. W 1943 roku należał do pierwszego oddziału partyzanckiego, utworzonego przez „Sępa”. W sierpniu 1944 roku zastrzelił go patrol NSZ, podczas zasadzki. Powstała plotka, że odezwał się do nich po niemiecku. Partyzanci wspominają, że nie lubił on odzywać się po niemiecku[23]. Wielu sądzi, że była to głupia śmierć, jak na człowieka z tak wielkimi zasługami. Jego śmierć pośrednio przyczyniła się do przyłączenia się NSZ do AK na Ziemi Grajewskiej[24].
   Marian Piaszczyński, który krótko działał w Kedywie, po jednej z akcji ukrywał się w Kosówce. Ktoś na niego doniósł, ponieważ Niemcy zamierzali go aresztować.
   Dla AK na Ziemi Grajewskiej najbardziej przełomowa była bitwa na Czerwonym Bagnie. Zginął wówczas „Kosa”. Wśród pozostałych osób, które ocalały, było kilku rannych. Inny partyzant, będący poprzednio w Kedywie – „Ryś” – zginął przy przechodzeniu przez front. Trafił na minę na terenie, zajmowanym przez Niemców. Pomiędzy frontami rozmieszonych było dużo min. Po tym starciu zaprzestano na pewien czas akcji. Konspiracja została rozbita. Brakowało więc organizacji, która mogła wyznaczać kolejne akcje. Jak się okazało, w następnym roku, nawet mimo rozwiązania AK w dniu 19 stycznia 1945 roku, konspiracji na Ziemi Grajewskiej odrodziła się.
   Jeden z rannych w bitwie na Czerwonym Bagnie, „Wilk”, wrócił do rodzinnego Lipnika. Ukrywał się w ziemiance. Członkowie jego rodziny, w tym szwagier Kozłowski, nosili mu jedzenie. 15 października 1944 roku został zabity przez nieznanego sprawcę. Szwagier znalazł go obok ziemianki, przykrytego gałęziami. Największe podejrzenie za morderstwo padło na jednego z mieszkańców Lipnika. W lutym 1945 roku Antoni Lendo został pochowany na grajewskim cmentarzu. Jego brat „Kmicic”, po bitwie na Czerwonym Bagnie, przedarł się przez front. Został wcielony do wojska 6 Zapasowego Batalionu Piechoty w Dojlidach Górnych. W lutym 1945 roku dostał przepustkę na udział w pogrzebie brata. Wówczas Franciszek Lendo strzelał z pepeszy.
   Zagadkowa Była również śmierć „Hetmana”, który prawdopodobnie został zabity przez Niemców.