Spis treści

Kapice i Przechody w latach II wojny światowej


oprac. Maciej Grabowski


   Na początku powstaje kwestia: dlaczego niniejszy artykuł dotyczy wyłącznie dwóch miejscowości? Mieszkańcy wielu miejscowości na Ziemi Grajewskiej mogą znaleźć fakty, świadczące o tym, jak trudne były dzieje ich okolic oraz ludności jej zamieszkujących. Jednak napisanie dziejów Kapic i Przechód spowodowane jest przez wszystkim reakcją na fakty, jakie zostały dotychczas opublikowane na ich temat. Wobec tego podstawowym celem napisania tego artykułu jest ukazanie informacji na temat wydarzeń w obu miejscowościach w oparciu o wspomnienia żyjących świadków wydarzeń. Jako materiał źródłowy posłużyły przede wszystkim wywiady z dwoma mieszkańcami, po jednym z obu miejscowości. W tym miejscu należą się wielkie wyrazy uznania Panu Antoniemu Wróblewskiemu, który zainteresował się informacjami, jakie okazały się na temat historii Przechód. Dotarł do osób, będących w stanie uzupełnić, a niejednokrotnie skonfrontować różne informacje, głównie z książek. Poczynił wielkie starania, aby istotne wydarzenia z obu miejscowości nie zostały zapomniane. Antoni Wróblewski przeprowadził wywiady z Panem Henrykiem Łosiewiczem[i] i Józefem Pachuckim[ii]. Pan Łosiewicz był jednym ze świadków wydarzeń, jakie miały miejsce w Przechodach podczas obu okupacji, w tym zniszczeń dokonanych przez Niemców w 1944 r. w Przechodach. Kilkakrotnie we wspomnieniach podkreśla, że sam był świadkiem zaistniałych wydarzeń, niekiedy natomiast powołuje się na czerpanie swojej wiedzy od innych. Jego relacja zasługuje na szczególne podkreślenie, ponieważ jest wielokrotnie cytowana w artykule. Natomiast /Józef Pachucki posiada cenne informacje na temat jednej ze zbrodni hitlerowskich z okolic.  


Kapice i Przechody do dwudziestolecia międzywojennego
     

   Nazwa miejscowości Przechody wywodzi się od przechodu zwierząt leśnych, na które w tych miejscach urządzano polowanie. Natomiast Kapice wywodziły swą nazwę od nazwiska rodowego Kapica. Obie miejscowości ze względu na bliskie położenie bardzo wiele łączyło. Zarówno Przechody, jak i Kapice, były wsiami królewskimi. Natomiast w administracji kościelnej obie wioski należały początkowo  do parafii Białaszewo. Wymienione miejscowości powstały już w okresie rządów saskich w Rzeczypospolitej (połowa XVIII w.). W tych czasach zaczęty się gwałtowne zmiany w dobrach królewskich, które skutkowały zwiększoną wydajnością rolnictwa. Obie miejscowości rozwijały się także w czasie zaborów. Nie opodal Kapic powstały dwie kolonie, oddalone od tej miejscowości. W pierwszych latach XX w. wzniesiono tam drewnianą kaplicę, a w 1918 r. – erygowano parafię i wybudowano drewniany kościół[iii].  Z obu miejscowości zdecydowanie większą liczbę mieszkańców (grubo przekraczającą tysiąc) liczyły Przechody. Znajdowały się tam m. in. Ochotnicza Straż Pożarna, szkoła powszechna, przychodnia.
   Henryk Łosiewicz wspomniał, że w już okresie międzywojennym w Przechodach działała partia ludowa. Na jej czele stał człowiek wykształcony, jak określono Władysława Machinę
[iv]. Według Henryka Łosiewicza to właśnie on przed 1939 rokiem organizował struktury tego ugrupowania politycznego. O jego hierarchii w strukturze społecznej w latach 30. XX w. świadczy chociażby to, że miał radio, którego słuchał i znał język rosyjski. Relacja ta świadczy o tym, iż gwałtowne przyspieszenie kariery w 1939 r. u Władysława Machiny nie było dziełem przypadku. Po prostu już w latach 30. był aktywny politycznie, przygotowując się do wpływu na los mieszkańców Ziemi Grajewskiej. 


Początek władzy sowieckiej

   Henryk Łosiewicz tak wspomniał początek władzy sowieckiej: „Niemcy gdzieś podeszli za Grodno. I wracali a za nimi sowiety szli. To chwycili, jak ktoś miał jakieś tam ze sobą strzelby i się zrobiła władza. Kto tę władzę tam uzupełniał, organizował, no to trudno mnie było wiedzieć, bo ja byłem chłopcem młodym. Tylko na czele to stał (…) Machina Władysław. (…) Później jak już oni się spodziewali, że przyjdzie ta władza sowiecka, oni się zrobili wszystko władza pod bronią. Jakie oni mieli tam szarżę, to ja nie wiem, ale jak pamiętam, chodzili po polach, jak chłopy kartofle kopali. To był wrzesień. Każdy milczał, bo nie wiedział, co to będzie, co się dzieje. (…) Mieliśmy niedaleko sąsiada też, co Maciorowski Władysław się nazywał. My kartofle kopiemy, a on idzie z żoną pod czerwonym krawatem. Żona ubrana. Idą tak prosto przez pole. My kartofle kopaliśmy i każe nam rzucić te kartofle i żeby z nim iść.
- Bramy szykować, bo przyjaciele idą.
- Gdzie?
- Do Ciemnoszyj. Tam w bramę, bo nasi idą.
Mój ojciec mówi: - Lepiej ty kartofle, kop, Władek.
- No to kopta, będziemy razem jeść.
   I on z żoną poszedł bramy szykować, bo Niemcy w tym czasie odchodzili, a przyjaciele wchodzili. No i to trzeba przywitać ze wstęgami, ubrać tę bramę. I oni dlatego zeszli się na szosie w Ciemnoszyjach. Tę bramę zrobili. Nie widziałem tej bramy, bo ja tam nie byłem, ale ci ludzie z Ciemnoszyj to pamiętają, że tu przyszli te czerwonogwardziści. I robili tę bramę. I ją zrobili. Ale jeszcze Niemcy wracali. Jeszcze nie wszystkie weszli. O tym ja nie wiedziałem. Później, po wojnie, parę lat, ja z tymi chłopcami z Ciemnoszyj dobrze żyłem, jeden mnie z tych dobrych kolegów opowiadał, jak to było. Jak oni tę bramę szykowali. No i nadjechał. Już oni ją zrobili. Nadjechał Niemiec samochodem czy czołgiem. Wracali, zaczepił i rozwalił, rozciągnął. Połamał tę bramę. Kto tam to zrozumiał, kto tam słyszał te słowa, to ja nie wiem. Tylko jeden z Ciemnoszyj mnie powiedział, że Niemiec mówił: Jeszcze my tu wrócimy. No i wrócili, za półtora roku wrócili. A oni pouciekali, bo oni czekali z kwiatami. Że oni już przyjdą. Tak oni śpiewali rzed wojną:

Dość kajdan, dość niewoli,
Dość już nieludzkiej drogi,
Pójdziemy wszyscy na bój,
My, budowniczy świata …”

   Sowieci zajęli Przychody pod koniec września 1939 r. Jednym z pierwszych zarządzeń wydanych przez nowe władze, był nakaz zdania broni[v]. Dopiero wtedy pozwolono wrócić do domu. W Urzędzie Gminy z przedwojennych pracowników sowieci pozwolili pozostać tylko jednemu. Nazywał się on Franciszek Kuczyński[vi]. Był on wówczas młodym urzędnikiem, a przez sowietów został wybrany przypuszczalnie dlatego, ponieważ znał język rosyjski i prezentował poglądy komunistyczne. Ważną rolę odgrywał również wspomniany Władysław Machina, ale jako aktywny i doświadczony działacz ruchu robotniczego wypłynął on na szersze wody[vii].
   Osobami, które miały istotny wpływ na losy mieszkańców Przechód i – w mniejszym, stopniu – Kapic, byli bracia Szarneccy. Henryk Łosiewicz wspomniał, że było dwóch braci. Starszy miał na imię Adam, a młodszy był różnie nazywany (Henryk, Andrzej). „To byli chłopcy inteligentne. Nie pamiętam, co tu jest napisane, żeby oni takie rzeczy czynili
[viii]. Oni byli szeroko znajome. Bo to przed wojną nie każdy mógł wykształcić synów. Ten ich ojciec potrafił z tej biedy wykształcić tych synów. (…) Nie pamiętam, gdzie oni się uczyli. [Prawdopodobnie w grajewskim gimnazjum]. Ja ich poznałem dopiero w czasie wojny. Oni mieszkali na kolonii. Oni znali języki. Niemieckiego się uczyli. (…) Nie widziałem ich z karabinami. Wchodziłem do kościoła, jak już ksiądz wrócił z Kapic, wchodzili ludzie i ja, to widziałem jak [sowieci, a nie bracia Szarneccy] spacerowali z tą bronią na plecach. To byli za inteligentne ludzie, żeby pokazywać, co oni potrafią. Nie wiem, co oni mogli tam potajemnie robić, ale publicznie z bronią ich nie widziałem. Nie wiem o tym młodszym, ale ten starszy, to jego tak uważali jak jakiegoś lepszego człowieka, tego Adasia. Później po wojnie to w Prostkach pracował w gminie. Miał wykształcenie. A ten drugi to ja teraz dowiedziałem się, gdzie on jest. Po okupacji, jak my wróciliśmy, to ja tylko raz go widziałem, jak rowerem szarówką jechał. Ale on czegoś się bał. Widziałem jego tylko, gdy go aresztowano w gospodzie. Tam w Grajewie była taka karczma. To już było UB. Ale że on miał brata w Prostkach w urzędzie, jakoś tam wyszedł. I później po nim już ślady zaginęły. Potem, po śmierci, okazało się że on w Niemczech był”.
   Henryk Łosiewicz nie zauważył, jakie poglądy polityczne oni reprezentowali. „To takie byli ludzie pośrednie. W czas wojenny oni bali się do jakiejkolwiek strony się przyczepić, żeby po jakiejś stronie stać. Oni byli obojętni. Co oni reprezentowali, to nikt nie wie tego. To byli chłopcy mądre, nie chcieli pokazywać z kim oni są. (…) W czasie wojny byli w Przechodach. Nie byli szkodliwi dla nikogo. Jak pamiętam, to nikt na nich nie narzekał, że to byli złe ludzie, (…). Ja nie pamiętam, co tam się działo w Kapicach, że to z Kapic Orłowski napisał tak, i co on o nich tam wie, to ja nie wiem.



Działalność księdza Janucika

   Niemal w każdej miejscowości są osoby, których działalność została na długo zapamiętana przez jej mieszkańców. W obu miejscowościach, które są wyszczególnione w niniejszym artykule, postacią taka był niewątpliwie ksiądz Józef Janucik. Przez pewien czas był on proboszczem w miejscowej parafii.
   Urodził się on 9 marca 1896 r. we wsi Kowalewszczyzna jako syn Onufrego i Dominiki z domu Krysiewicz. Do szkoły podstawowej uczęszczał w Daszawie, (w pobliżu miasta Stryj w Galicji Wschodniej). Szkołę tę  prowadzili księża Sajezjanie. Następnie uczył się w Seminarium Duchownym w Łomży. Święcenia kapłańskie przyjął 19 lutego 1928 r. Odtąd przez kilka lat związany był z szeroko rozumianą Ziemią Białostocką. Od 1 marca do 1 września 1928 r. był wikariuszem w Płonce (w okolicach Łap). Natomiast od 1 września 1928 r. do 1 grudnia 1928 r. pełnił funkcję wikariusza w Lipsku nad Biebrzą, a od 1 grudnia 1928 do 1 grudnia 1929 r. – wikariusza w Piątnicy. Następnie, od 1 grudnia 1929 r. do 1 września 1930 r. pełnił obowiązki administratora parafii Poryte (w pobliżu Stawisk). Od 1 września 1930 do 1 grudnia 1934 r. był wikariuszem w Ostrowi Mazowieckiej, a od 1 grudnia 1934 r. do 1 lipca 1937 r. – proboszczem Rygałówki (koło Lipska). Proboszczem parafii Kapice – Przechody został  w dniu 1 lipca 1937 r.
[ix]
   Przy opisywaniu działalności księdza Janucika do czasu wybuchu wojny, należy wspomnieć, iż Henryk Łosiewicz – który wówczas uczęszczał jeszcze do szkoły powszechnej – nie przypomniał sobie żadnych faktów. Inaczej jest natomiast z okresem okupacji sowieckiej.
   W rozmowie z rodziną Łosiewiczów na przełomie lutego i marca 1940 r. ksiądz wspomniał, że Przechody opuścił na przełomie września i października 1939 r. Tymczasowo zamieszkał w Kapicach. Ze strony sowietów i współpracujących z nimi Polaków, obawiał się aresztu, a nawet rozstrzelania. Następnie wspomniał, że podczas uroczystości Komunii Świętej w 1940 r. Franciszek Kuczyński przyszedł razem z dwoma żołnierzami sowieckimi do kościoła. W tym czasie ksiądz Janucik spowiadał dzieci. Żołnierze sowieccy obstawili wejście główne do świątyni, natomiast Kuczyński podszedł do księdza i coś mu powiedział. Przypuszczalnie poinformował, że będzie na niego czekał  w zakrystii, gdzie sam wkrótce się udał. Ksiądz w międzyczasie zakończył spowiedź i poszedł za nim. Treści rozmowy oczywiście nikt nie znał poza jej uczestnikami. Można jedynie nadmienić, że Franciszek Kuczyński miał o wiele więcej do powiedzenia, natomiast ksiądz – do wysłuchania. Niemniej fakt jej przeprowadzenia świadczy o zainteresowaniu się władz lokalnych funkcjonowaniem kościoła (najpewniej z punktu widzenia ingerencji w jego sprawy). 
   W tym miejscu należy poruszyć kwestię wspomnień Aleksandra Orłowskiego
[x], obecnie mieszkającego w Rumii[xi]. Otóż nadmienił on, że na prośbę księdza Janucika jedna z miejscowych nauczycielek, Celina Orłowska, wpuszczała dzieci przez okno budynku szkoły powszechnej. Odbywały się tam lekcje religii, której nauczanie było w Związku Radzieckim utrudnione. O nauczaniu dowiedzieli się milicjanci – bracia Szarneccy[xii]. Najpierw dokonali oni aresztowania księdza, a następnie zasugerowali władzom sielsowietu[xiii]w Przechodach, żeby go rozstrzelać. Gdy wiadomość o tym stała się znana mieszkańcom Kapic, stanęli oni w obronie księdza. Przedstawiciel sielsowietu, widocznie określił, że zaistniała sytuacja groziła otwartym buntem okolicznych mieszkańców. Takim stanowiskiem należy określić jego odpowiedź, iż nauczanie religii w ZSRR nie jest zakazane, a tym bardziej nie jest zbrodnią. Z punktu widzenia człowieka, który reprezentował władzę, najlepiej było uspokoić lokalną społeczność i odwrócić jej uwagę od wszelkich oznak nieprawidłowości, aby nie zniechęcić jej do siebie i nie spowodować jej współpracy z – rodzącym się już wówczas – ruchem oporu. Interwencja parafian w obronie proboszcza poskutkowała – został on uwolniony z aresztu.
   Informacje z powyższej relacji są sprzeczne z tymi, jakie podaje Henryk Łosiewicz oraz ks. Bronisław Ksepko[xiv]. Z ich wspomnień wynika, iż Józef Janucik opuścił parafię Kapice-Przechody natychmiast po zajęciu tych terenów przez Sowietów jesienią 1939 roku. Na jego miejsce z Białaszewa przybył ks. Bronisław Ksepko, którego o to poprosili wierni.
   Natomiast Henryk Łosiewicz stanowczo zakwestionował fakt aresztowania księdza. W ogóle zaprzeczył, by wymieniony duchowny był obecny w tej miejscowości podczas okupacji sowieckiej. Co do księdza nadmienił on, że jak wojna się zaczęła, to w Przechodach posługę kapłańską pełnił już ktoś inny (możliwe, że był to ks. Ksepko). Henryk Łosiewicz zgadzał się natomiast z tym, że z Kapic przybyła do Przechód grupa ludzi. Niemożliwe jest jednak ustalenie celu ich przybycia.
   Na temat księdza Henryk Łosiewicz wspomniał ponadto: „On mówił, że Kapice namówili jego, że przechodzka władza może dokuczać księdzowi. To ksiądz wróci do nas. Tutaj damy mieszkanie i tutaj będzie msze odprawiał. No i jednego razu przyszli we trzech karabinierzy z czerwonymi gwiazdami z Przechód do Kapic. I kazali księdzowi, żeby założył [zaprzągł] konia i przyjechał do Przychodów. Przyjechali rowerami. Z powrotem żołnierze rowerami jechali, a ksiądz jechał furmanką. Powiedzieli mu tak: Niech ksiądz idzie na plebanię i nie opuszcza Przechodów. Nic tu księdzowi nie grozi, żeby ksiądz miał przed nami uciekać. Ale to jeszcze sowietów nie było. To oni sami, te ludowce, te władze, czynili. Była gmina przedwojenna[xv] i tam oni zrobili sobie ten urząd. Najgorzej ten ksiądz bał się tego Machiny, przywódcy, ale okazało się to na dobre. [Żołnierze] przynieśli księdzowi taki kawałek karteczki, żeby przyjechał przed gminę, bo te urzędniki muszą jechać gdzieś w drogę. Konia zaobrokował, pod gminę podjechał i siedzi na wozie. No i ten urząd cały już się schodził”.
   Ksiądz wspomniał państwu Łosiewiczom własne odczucia ze spotkania z Machiną: „Ale patrzę, że – bo to blisko sielsowietu ten Machina mieszkał – drżałem przed nim. Co on teraz zrobi, uczyni ze mną. Kilka metry przeszedł, przeze mnie obejrzał się, że to ja siedzę – ksiądz. Wrócił i mówi: „Co tu ksiądz robi?” Ja nie mogłem z tego strachu przepowiedzieć. Daję mu tę kartkę. On patrzy na tę kartkę i mówi: „Kto to doniósł tę kartkę?”. No mówię: „Ta władza”. „Niech ksiądz stąd się zabiera. Ksiądz ma kościół. Ma ksiądz swoją robotę w kościele. Mojego podpisu nie będzie, gdzie ksiądz nie czyni takich rzeczy, których kto będzie księdzowi nakazywał”. „Dziękuję, panie Machina”. On poszedł do gminy, do tego sielsowietu, a ja zakryty przyjechałem do domu. I oni więcej do mnie się nie czepiali. Machina widocznie im tak nakazał”. Henryk Łosiewicz skomentował to wydarzenie następująco: „ci ludowcy po prostu wstydzili się tego, że ksiądz przed nimi ucieka. To poszli go i sprowadzili i powiedzieli: Miejsce księdza w Przechodach”.
   Następnie przez pewien czas duchowny przebywał w Kapicach. Jeszcze w czasie okupacji sowieckiej ksiądz powrócił na plebanię w Przechodach. Za kościołem stał mały domek, w którym ksiądz zamieszkał. „Tam miał choć spokój od tych ogonków co stali”. Z księdzem mieszkała też siostra zakonna. Nazywano ją „Ksepczanka”[xvi]. Nie wiadomo skąd pochodziła i gdzie mieszkała jej najbliższa rodzina. Henryk Łosiewicz usłyszał, że zakonnica posługiwała księdzowi jako gospodyni.
   Ksiądz Józef Janucik przebywał w Przechodach aż do lata 1944 r. Wówczas wojsko niemieckie zajęło Przechody. Ksiądz zbiegł z mieszkańcami wioski na łąki, a następnie udali się w stronę Kapic. Z kolei po zajęciu przez Niemców także tej miejscowości, ksiądz dostał się do niewoli. Przez pewien czas był trzymany razem z mieszkańcami na cmentarzu, a potem wszystkich pognano do Grajewa. Właśnie tam w lutym spotkał duchownego Henryk Łosiewicz. Ksiądz Janucik do Przechód już nie wrócił. (Istnieje przypuszczenie, że mógł jedynie zajechać okazjonalnie).
   Pomimo tego, iż wiele faktów z działalności duchownego podczas okupacji jest wiadoma, to jednak trudno ustalić kilka istotnych nieścisłości. Przede wszystkim nie wiadomo na jaką skalę ksiądz zaangażowany był w działalność konspiracyjną. Jak mogły wyglądać jego relacje z partyzantami? Gdyby faktycznie był współpracownikiem podziemia niepodległościowego, to świadczyłoby to o jego dobrym zakonspirowaniu, gdyż Henryk Łosiewicz ani Józef Pachucki nic o tym fakcie nie wspomnieli. Sama inwigilacja ze strony lokalnych władz nie musiała być dowodem na działalność podziemną. Jeśli był w konspiracji, to istotna wydaje się być geneza jego aktywności na tym polu. Czy działalność ta trwała nieprzerwanie od okupacji sowieckiej doi nadejścia Niemców/, czy też były momenty zwątpienia i zawieszenia aktywności?
   Dlaczego akurat ksiądz Janucik miał być działaczem niepodległościowym? Są na to dwa ważne powody. Pierwszym jest to, że szczególnie w okresie ciężkiego terroru księża dawali wiernym wiarę w przetrwanie i czasami aktywnie udzielali się w konspiracji. Natomiast z drugiej strony można posłużyć się biografią księdza Janucika, który po zakończeniu okupacji hitlerowskiej współpracował z podziemiem antykomunistycznym. Był łącznikiem i działał w propagandzie AKO/WiN. (Podobieństw w położeniu księdza w czasie okupacji i po wojnie można doszukiwać się więcej. M. in. po przeniesieniu do Radziłowa, ksiądz Janucik założył zakon i nauczał religii. Gdy doniesiono o tym na posterunek UB i duchowny został wezwany. W czasie przesłuchania nie wykazywał lęku przed funkcjonariuszami. W rezultacie funkcjonariusze zwolnili księdza[xvii]).
   Ponadto przypuszczenia o działalności podziemnej duchownego są tym bardziej uzasadnione, że wymieniony duchowny miał radykalnie odmienny system wartości od urzędujących władz sowieckich (a po wojnie rodzimych komunistów)


Parafia Przechody – Kapice

   Osobną kwestią, chociaż oczywiście związaną z postacią księdza Janucika, jest budowa kościoła parafialnego w Przechodach. Zaczęła się ona w 1933 r. Budowa parafii w każdej miejscowości skupiała uwagę okolicznej społeczności, dla której była to swojego rodzaju nobilitacja.
   Według wspomnień Henryka Łosiewicza świątynia nie została dokończona do momentu wybuchu działań wojennych we wrześniu 1939 r. „W kościele, tam gdzie ołtarz, podłogi nawet nie było. Cegły były ułożone, tam było trochę odgrodzono i tam się mieściły, był ołtarz zrobiony”. Co do wymiarów kościoła, to miał on długość około 20 metrów, a szerokość – 10 metrów. Całość uzupełniała wysoka wieża (trudno ocenić jaka dokładnie była jej wysokość).
   Latem 1944 r. przechodzki kościół został wysadzony dynamitem przez Niemców. Zniszczenia wówczas uległy również następujące budynki: plebania, dom pracowników parafii i zabudowania gospodarcze. Henryk Łosiewicz wspomniał, że to mógł być lipiec, ale niewątpliwie zdarzenie miało miejsce później, kiedy skutki działalności partyzantów w okolicy, stały się dotkliwe dla okupanta, a to z kolei powodowało jego represje. „Już chyba słonko zachodziło wtenczas. Wybuch poszedł pod obłoki i ten cały kościół runął. To chyba był lipiec. Bo to było wojsko [Wehrmacht] w wiosce”. (…)Jak oni tę wioskę minowali, to ja nie wiem czy w wiosce kto był. Bo to już każdy się kierował do lasu, w tym czasie, jak oni minowali. Tego nikt się nie spodziewał, że oni zminują kościół”.
   Henryk Łosiewicz przypuszcza, że gdyby ksiądz nie uciekał, to prawdopodobnie przekonałby żołnierzy do zaniechania wysadzenia świątyni. Jednak należy wątpić, czy jakiekolwiek starania ze strony polskiej – a więc nie tylko księdza – odniosłyby pozytywny skutek. Żołnierze bowiem wykonywali polecenia przełożonych, a ci (na Ziemi Grajewskiej) nie brali udziału w akcjach skierowanych przeciw ludności cywilnej.  
   Henryk Łosiewicz po powrocie do Przechód widział rumowisko, jakie pozostało po świątyni. Cegły z kościoła porozrzucane były na dużej przestrzeni. Według niego niektóry część ścian znajdowały się nawet kilometr od miejsc, w którym stał kościół. W pobliżu stał przydrożny krzyż, który po wybuchu znajdował się około 50 metrów od pierwotnego miejsca. Mieszkańcy, w tym Henryk Łosiewicz, wsadzili ten krzyż na kamienicę służącą do święcenia wody. Na podobną odległość zostały porozrzucane siłą wybuchu kamienie: jeden na wodę święconą, a drugi znajdował się uprzednio w podstawie krzyża. 



Zbrodnie hitlerowskie

   Złudzenia na to, iż wraz z końcem władzy sowieckiej, skończy się terror, rozwiały się już w pierwszych godzinach okupacji hitlerowskiej. Nie opodal Kapic lotnicy z 1 Floty Powietrznej Luftwaffe zastrzelili mieszkańca tej wsi, który podszedł do uszkodzonego samolot. Śmierć i tortury spotykały nie tylko w rodzinnej wsi, ale i w innych miejscowościach[xix]. Już 22 czerwca 1941 r. mieszkańcy Przechód spotykali się z aktami barbarzyństwa ze strony nowych prześladowców. W Rudzie żołnierze Wehrmachtu rozstrzelali 12 osób cywilnych. 7 z nich zostało zidentyfikowanych: czworo pochodziło z Kapic, a dwie z Przechód i jedna z Sojczyna Borowego. Spośród zabitych było jedno dziecko, a resztę stanowili rolnicy. Zwłoki zostały zakopane w polu. Po wojnie szczątki ekshumowano i pochowano na cmentarzu w Grajewie[xx].  
   Podczas okupacji hitlerowskiej w Przechodach przebywał między innymi Franciszek Machina, brat Władysława[xxi]. Na temat jego życiorysu posiadamy bardzo znikome informacje. Wiadomo, że czasami odwiedzał Stefanię Witkowską, sąsiadkę państwa Łosiewiczów. W cytowanej wielokrotnie relacji mamy wzmiankę o okolicznościach jego śmierci. Miało to miejsce niedługo po nadejściu Niemców, a więc latem 1941 r. Nie wiadomo, czy w tak krótkim czasie Niemcy zdążyli zastosować jakiekolwiek szykany wobec jego osoby. Powstało przypuszczenie, że mógł ktoś donieść na jego rodzinę. Jednak gdyby tak było, to raczej za cel Niemcy wzięliby jego Władysława, a nie jego brata. Gdy Machina wyszedł z mieszkania na dwór, zauważył jadący samochód z żołnierzami niemieckimi. Prawdopodobnie obawiał się, ze udają się po niego. W związku z tym zaczął uciekać. Według Henryka Łosiewicza gdyby nie taki przejaw paniki to prawdopodobnie nie skończyłoby się tak tragicznie. Machina wybiegł za stodołę, gdyż nie miał innego wyjścia. Natomiast Niemcy pojechali samochodem za nim. Uciekinier zdążył jedynie wbiec na pole z ziemniakami, gdzie dosięgły go niemieckie kule. Należy w tym miejscu dodać, że podobnie (ale rzadko) zachowywali sie także członkowie konspiracji. Z tego też względu Niemcy, widząc takie zachowanie, strzelali do uciekających.
   Osoby, które podczas okupacji sowieckiej chodziły z karabinami, po nadejściu Niemców ukrywały się. Jednak pomimo wzmożonych środków ostrożności kilku z nich zostało aresztowanych przez Niemców. Następnie wywieziono ich w nieznanym kierunku. Brak informacji na temat ich dalszych losów. Wiele wskazuje, że zostali oni wydani przez jednego z mieszkańców, którego rodzina prawdopodobnie ucierpiała ze strony sowietów.
   W bliżej nieokreślonym czasie hitlerowcy zamordowali w Przechodach Leokadię Łojewską. Miała wtedy około 40 lat i była w zaawansowanej ciąży.
   Największą tragedią mieszkańców Przychód i Kapic była pacyfikacji obu wsi latem 1944 r. Gdy do pierwszej z powyżej wymienionych miejscowości wkroczyli żołnierze niemieccy, dopuścili się rabunku w opuszczonych budynkach. Mieszkańcy Przechód zbiegli w stronę Kapic, gdzie jeszcze nie było wojska. Natomiast część zbiegła na łąki (Czerwone Bagna). Niewiele później Niemcy wkroczyli także do Kapic, wygonili ludność z mieszkań, dopuścili się kradzieży, a następnie spalili budynki. Był to odwet Wehrmachtu za to, że partyzanci „często tam stwarzali za Niemców bójkę”. W tym czasie, gdy pacyfikowano Przechody, Henryk Łosiewicz przebywał u swojego wujka w Kapicach. Następnie, gdy stało się pewne, że Niemcy wkrótce wkroczą również do Kapic, zdołał zbiec razem z częścią mieszkańców. Niebawem przedostał się on do Grajewa, gdzie udało się mu doczekać końca okupacji. Informacje na temat wydarzeń, jakie miały miejsce po opuszczeniu Kapic, czerpał od naocznych świadków. Ci, którzy pozostali w obu miejscowościach, doznali ciężkich szykan ze strony okupanta. Ludność Przechód i Kapic najpierw stłoczono w jedno miejsce, a następnie pod eskortą wojska zegnano na miejscowy cmentarz. Tam nocowali. Przetrzymywani byli pod strażą wojsk niemieckich. Spośród uwięzionych cywili, także tych z innych miejscowości, dokonano selekcji. Mężczyzn wyznaczono do kopania okopów. Były to przeszkody naturalne, które miały służyć do obrony wojsk niemieckich przed spodziewanym atakiem Armii Czerwonej. Jak się wkrótce okazało nie na wiele one się zdały.
   W wyniku pacyfikacji zginęło co najmniej kilkanaście osób. Dokładna liczba jest niemożliwa do ustalenia. Obok osób o tych samych danych widnieją różne miejsca mordu. Natomiast w pamięci ludzkiej wydarzenia te utkwiły jako traumatyczne przeżycie. Józef Pachucki, który wówczas mieszkał w Kapicach, wymienił nazwiska osób, które zostały zamordowane przez hitlerowców 10 września 1944 r. w brzezinach Ciszewskich. Zabitych pochowano we wspólnym grobie w Ciszewie. Po wojnie ciała ich ekshumowano i pochowano na cmentarzu w Grajewie. 
Sokołowski Aleksander z Kapic – żona, lat 20, z córką, lat 12,
Rogiński – pochodzący z Sośni,
Masłowski i dwoje dzieci,
Masłowski Władysław, żona Anna,
Kolankiewicz – Kapice, urodzony 1924r.,
Cybula Adam z żoną,
Cybula Jan z żoną,
Witkowski z Kowalewa z żoną i dziećmi,
Mikulski Izydor, z żoną i dziećmi,
Mikulski Marian – kawaler,
Kisielewski Wawruk z córką i dwoma synami,
Zyskowski Bolesław z żoną i dwoma synami,
Zyskowski Edward, brat Bolesława,
Maciorowski Marcin z Przechód,
Sawicki Antoni,
Sztachelski Selwut[xxii].
   Ponadto, tuż przed zakończeniem okupacji hitlerowskiej, 20 stycznia 1945 r. w lesie Kosówka wśród około 120 osób, zamordowani zostali: Jan Machina z Przechód, (ur. 1897 r.), Aleksander Maciorowski z Przechód (ur. 1914 r.), Józef Kuczyński z Przechód (ur. 1916r.), Zofia Łosiewicz z Przechód (ur. 1908 r.), Genowefa Łosiewicz z Przechód (ur. 1915 r.), Paweł Zyskowski z Kapic (1928 r.), Jan Witkowski (ur. 1915 r.), Jadwiga Witkowska 24 lata, (ur. 1921 r.) Stanisław Sokołowski (ur. 1928 r.), Stanisława Sokołowska (ur. 1894 r.).        


Ruch oporu

   Reakcję na postępowanie obu okupantów wobec ludności miejscowej, stanowiło powstanie ruchu oporu. Podczas okupacji hitlerowskiej przybierało ono formę partyzantki, rzadziej biernego oporu. Wiadomo, że w Przechodach i Kapicach prześladowano funkcjonariuszy i urzędników polskiego państwa (m. in. Antoni Brzeski, służący w Policji Państwowej, więziony w Łomży, wyszedł na wolność w wyniku niemieckiego ataku na Związek Radziecki).
   Podczas okupacji sowieckiej w Kapicach, u Stanisław Gryczkowskiego, ukrywał się razem z braćmi por. Jasiński, organizator konspiracji antykomunistycznej. Ponadto niektórzy mieszkańcy ( m. in. Bronisław Maciorowski, członek Stronnictwa Narodowego) działali w Polskim Związku Powstańczym.
   Natomiast podczas okupacji hitlerowskiej opór przyjął bardziej zróżnicowane formy. W związku z większymi ofiarami, jakie ponoszono po 1941 r., zwiększyły się również szeregi osób stanowczo sprzeciwiających się rządom niemieckim. W Przechodach, a także i w innych miejscowościach powiatu szczuczyńskiego wiele osób współpracowało z podziemiem, udzielało schronienia osobom poszukiwanym przez władze okupacyjne itp.
   Wśród osób ukrywających były czołowe postacie podziemia grajewskiego. Wiosną 1941 r., w ostatnich tygodniach okupacji sowieckiej, w Przechodach zamieszkiwała rodzina Władysława Świackiego. Pracował on tam jako szewc. Wkrótce o jego pobycie poinformowano NKWD, które kilkakrotnie go przesłuchiwało. Po wybuchu wojny niemiecko – radzieckiej w czerwcu 1941 roku rodzina Świackich zamieszkała w Grajewie.
   Osobami ukrywającymi się było również małżeństwo Zofii i Aleksandra Aleksiejewów, które właśnie opuściło Grajewo. Przebywali oni w Przechodach od 1942 r. Schronieniu udzielił im ksiądz Janucik. Aleksander Aleksiejew pełnił funkcję organisty w miejscowej światyni[xxiii].
   Inne formy działalności, skierowanej przeciw władzom okupacyjnym, uwidoczniły się dopiero w 1943 r. Wówczas w okolicy działała grupa dywersyjna „Sępa” (Władysław Świacki). W Kapicach mieściła się jedna z jego baz żywnościowych, którą kierował ukrywający się tam Antoni Walkowiak ps. „Żuraw”[xxiv]. Pominięcie przez obu rozmówców o tym epizodzie świadczy, że był on znany jedynie wąskiej grupie, tak więc większość mieszkańców – a tym bardziej Niemcy – nie znała nazwisk współpracowników partyzantów.     
   Podczas okupacji hitlerowskiej w Białaszewie, a następnie w Przechodach i Ciemnoszyjach, działał Antoni Brzeski. Na polecenie przełożonych z ZWZ-AK służył on w szeregach Hilfspolizei[xxv]. Był on współpracownikiem Alfonsa Perzanowskiego ps. „Paw”. Latem 1944 r., podczas służby w Przechodach, skierował do 9 PSK AK dwóch dezerterów z Wehrmachtu. Byli to Ślązacy, mówiący po polsku, ale z przymusu wcieleni do armii niemieckiej[xxvi].
   W konspiracji działali również następujący mieszkańcy Kapic (w znacznej części zwerbowani przez Kajetana Barszczewskiego ps. „Żak”: Zyskowski Wincenty ps. „Wichura”, Wyłuda (imię nieznane) ps. „Rybka”,  Aleksander Gryczkowski ps. „Grzmot”, Stanisław Gryczkowski ps. „Kawka”, Alojzy Kalicki ps. „Kret”, Stanisław Kalicki ps. „Dzik”, Józef Gontarski ps. „Budzik”, Aleksander Krasnoborski (ps. NN), łącznik „Żurawia”, a z Przechód m. in. Henryk Chmielewski ps. „Czarny”[xxvii]. W lesie koło Kapic, partyzanci uzgodnili przekazywanie dostaw, gdzie Franciszek Witkowski odbierał broń, amunicję i granaty. Pochodziły one z niemieckich transportów rozładowywanych przez partyzantów (grupa Bolesława Durczaka ps. „Kapusta”).
   Podczas okupacji hitlerowskiej część mieszkańców obu miejscowości pracowała przy naprawie drogi Ełk – Białystok, wykonanej z pryzmy kamienia polnego, część mieszkańców wywieziono na prace przymusowe do Niemiec (m. in. w ełckich brygadach remontowych przy wymianie podkładów kolejowych między stacjami Prostki i Grajewo). Wielu mieszkańców pracowało również w wojskowej bazie materiałów budowlanych przy stacji kolejowej Podlasek.
   Historia obu miejscowości podczas drugiej wojny światowej było zdeterminowana przez ich położenie geograficzne. Leżały nie opodal bagien nadbiebrzańskich, które już w 1939 r. były terenem przemarszów oddziałów wojskowych (m. in. płk Jerzy Dąmbrowski). Biorąc pod uwagę okupację hitlerowską wyraźne to stało się nie tyle w 1939 r., ale w 1944 r. Wówczas na pobliskim Czerwonym Bagnie formował się konspiracyjny spieszony 9 Pułk Strzelców Konnych Armii Krajowej. Latem 1944 r., podczas Akcji „Burza”, w pobliżu obu miejscowości dochodziło do operacji dywersyjnych ze strony partyzantów. Częściej miało to miejsce w pobliżu Kapic. Właśnie tam jedna z drużyn 3 szwadronu 9 PSK AK zaatakowała Niemców zbierających skoszone żyto. Akcją tą kierował plut. Józef Malinowski ps. „Młot”. 10 lipca 1944 r. w pobliżu Przechód partyzanci z 9 PSK AK zorganizowali zasadzkę. Akcją dowodził por. Piotr Bieniewski ps. „Niedziela”, dowodzący jednym ze szwadronów pułku. Poległo wówczas 3 żołnierzy niemieckich. Ponadto partyzanci zdobyli motocykl oraz broń. 3 dni później ten sam oficer dowodził kolejną zasadzką, w której zginęło kilku Niemców, a jeden żołnierz ze Śląska przyłączył się do partyzantów. Nadal pomagała również ludność cywilna. Mieszkaniec Kapic o nazwisku Kozikowski, członek AK, przyprowadził do obozu 9 PSK AK grupę spadochroniarzy sowieckich. Kapice były też jedną z miejscowości, do których latem 1944 r. dowożono żywność[xxviii]. Natomiast w Przechodach partyzanci odbierali dostawę amunicji dostarczoną przez łącznika rejonu Szczuczyn, Józefa Fajkowskiego ps. „Krakus”


Zakończenie

Obie miejscowości, jak wiele innych ucierpiało podczas II wojny światowej. Jednak niniejszy artykuł miał ukazać dzieje Przechód i Kapic nie tylko w oparciu o materiały pisane (służące jedynie jako uzupełnienie), lecz także o relacje osób, które pamiętają jeszcze te trudne wydarzenia. Nie mniej istotne było też pobudzenie do gorącej dyskusji nad wypełnianiem białych plam w historii miejscowości Ziemi Grajewskiej.  


 
[i]
Wywiad przeprowadzony przez Antoniego Wróblewskiego z Henrykiem Łosiewiczem z Przechód 11 marca 2010 r. [stenogram z rozmowy znajduje się z zbiorach Grajewskiej Izby Historycznej.
[ii]
Wywiad przeprowadzony przez Antoniego Wróblewskiego nt. zabrodni w 1944 r. w Brzeninach Ciszewskich.
[iii]
Joanna Giżewska, Dzieje i opis krajobrazu powiatu grajewskiego, cz. III. Gmina Grajewo, Warszawa 2001, s. 36. Maszynopis w zbiorach Grajewskiej izby Historycznej.
[iv]
Machina działał w Komunistycznej Partii Polski. W KPP zajmował się szukaniem poparcia wśród elektoratu wiejskiego. Przejawem jego działalności było kilkukrotne wstawiennictwo w interesie robotników rolnych (w tym także mieszkańców Przechód) Niewykluczone, że z jego inicjatywy na przełomie lat 1934/35 politycy KPP oraz koło Stronnictwa Ludowego w Przychodach podjęli współpracę skierowaną przeciw rządom sanacji. Nic więc dziwnego, że Machina jest uważany za członka partii ludowej, skoro optował za sojuszem KPP-SL.      
[v]
Według relacji broń mieli zdać wszyscy urzędnicy z miejscowego Urzędu Gminy, ale można przypuszczać, że takie wymagania skierowano także do osób trudniących się innymi profesjami.
[vi]
Poszukać w wykazie i w Internecie.
[vii]
Władysław Machina w październiku 1939 r. był uczestnikiem Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Białorusi i głosował za włączeniem Białostocczyzny do Związku Radzieckiego. Za uchwałą tą głosowali również delegaci pochodzący z ziemi grajewskiej Natomiast po wojnie był jedną z najaktywniejszych osób we wprowadzaniu władzy socjalistycznej na Ziemi Grajewskiej.
[viii]
W tym miejscu Henryk Łosiewicz ponownie powołał się na relację Aleksandra Orłowskiego, a konkretnie o fakt iż byli milicjantami podczas okupacji sowieckiej.
[ix]
Akta osobiste js. Józefa Janucika, Archiwum Diecezjalne w Łomży, Zespół Akt Nowych – Informacje przysłane przez ks. W. Jemielitego.
[x]
Podczas I wojny światowej służył w legionach Piłsudskiego. Następnie walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Po jej zakończeniu zamieszkał w Kapicach.
[xi]
J. Niebrzydowski, Dzieje Ziemi Wiskiej, Radziłowskiej i Grajewskiej na przestrzeni wieków, Wyd. BWM Studio, Rumia 2009, s. 124.
[xii]
W książce wymienione jest nazwisko „Czarneccy”, ale Pan Antoni Wróblewski uważa, że prawidłowe jest nazwisko: Szarnecki.
[xiii]
W Związku Radzieckim był to organ administracji na szczeblu terytorialnym ustanowione mocą konstytucji Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej z 10.VII.1918 r. Odpowiednik polskiej Rady Gminy.
[xiv] We wrześniu 1939 r. żołnierze polecili ks. Ksepce opuścić Białaszewo, ponieważ Niemcy mogą go wziąć za szpiega. Na prośbę wiernych przybył do Kapic. Gdy wygonił jedną dziewczynę, która mówiła, że księża nie dotrzymują tajemnicy spowiedzi, wierni ostrzegli go, iż sprowadzi ona Sowietów. Zbiegł i ukrywał się, a potem został wikarym w Rajgrodzie.
[xv] Urząd Gminy Ruda z siedzibą w Przechodach.
[xvi] Niewykluczone, że jest to jedna z żeńskich form gramatycznych od nazwiska Ksepko. Za mało prawdopodobny należy uznać fakt pokrewieństwa z duchownym, który nazywał się ks. Bronisław Ksepko i przez krótki okres pełnił posługę kapłańską w parafii Przechody – Kapice. Tożsamo nazwisko nosili także zamordowani w 1944 r. mieszkańcy Przechód Franciszek i Zygmunt Ksepko. Wykluczyć należy określenie potoczne. 
[xvii] Informacje A. Wróblewskiego, który wprawdzie wymienił NKWD, co jest raczej wątpliwe. Bardziej prawdopodobne, że wspomniano o ludziach służących w peerelowskiej bezpiece. Henryk Łosiewicz nadmienił, że nie słyszał o tym.
[xviii] Jak wielu księży był zagorzałym przeciwnikiem aborcji. Tłumaczył podczas homilii, że jest to grzech. Twierdził, że państwo nie powinno na to zezwalać, ponieważ więcej ludności da Polsce większą siłę.
[xix] Jeszcze wcześniej, gdyż we wrześniu 1939 r., 3 lotnik niemiecki zabił Antoniego Pachuckiego z Kapic. 3 lotników poszli szukać pomocy, a jeden pilnował. Antoni Pachucki biegł w stronę samolotu. Lotnik wyszedł z samolotu i krzyknął do niego „Hatl”. Pachucki nie zatrzymał się i wtedy strzelił. Relacja Wacława Gleby z 21.02.2011 r. Wg tej relacji samolot osiadł w pobliżu Sojczyna Grądowego.
[xx] Wykaz miejsc straceń wg „Biuletynu Komisji Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich z Polsce”. Materiały ze zbiorów Grajewskiej Izby Historycznej.
[xxi] We wspomnianym powyżej wykazie widnieje również Jan Machina, zamordowany w styczniu 1945 r. w Kosówce.. Nie można jednak ustalić skąd on pochodził.
[xxii] W literaturze widnieją dane części z nich: zamordowani w listopadzie 1944 r.: Masłowska Anna (1907), Masłowski Władysław (1901) oraz w styczniu 1945 r: Mikulski Izydor (1915), Witkowski Jan? (1914).
[xxiii] Informacje Leszka Niesiobędzkiego z 17 stycznia 2011 r.
[xxiv] Weteran wojny z 1920 r.; potem podoficer zawodowy; od listopada 1939 r. w konspiracji, ps. „Żuraw“; w latach 1941-44 szef organizacyjny ZWZ obwodu Grajewo; kierował sekcją pomocy żywnościowej dla ludności żydowskiej w getcie grajewskim; w styczniu 1942 r. aresztowany – zbiegł; podczas akcji „Burza” w 9 PSK AK komendant bazy żywnościowej; przewidywany na komendanta miasta Grajewo; w 1945 r. oficer placu w komendzie obwodu grajewskiego AK ps. „Orzeł”(?). Otrzymał Krzyż Walecznych (we wrześniu 1944 roku) i Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami (w listopadzie 1943 roku). W marcu 1943 r. został awansowany do stopnia podporucznika czasu wojny, a w maju 1944 r. – do stopnia porucznika.
[xxv] Polacy służący w tej formacji byli nazywani Szumanami (Schutzmannschaft)
[xxvi] Informacje sporządzone w oparciu o materiały nie publikowane pochodzące ze zbiorów GIH.
[xxvii] Jako członek konspiracyjnej grupy zwiadowczej EŁK zabezpieczał łączność ze stacją Prostki; pracował w obozie w Podlasku. W 1943 r. przetransportował grupę osób z Gołdapi do Grajewa. W 1944 r. dwukrotnie aresztowany, za drugim razem zesłany na roboty do Prus Wschodnich. Zdołał zbiec, i – mimo kontroli NKWD – dotarł do rodziny. Po wojnie odmówił „Bruździe” działalności antykomunistycz-nej. W 1947 r., gdy dowiedział się, że interesują się nim funkcjonariusze UB, opuścił powiat grajewski. Autor wspomnień wydanych pod tytułem Rozliczenie z przeszłością, czyli od II do III Rzeczypospolitej.
[xxviii] Organizacja tego przedsięwzięcia była zasługą „Żurawia”, który w Kapicach przebywał. 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież