Życie i Praca - nr 29/1926


Szanowny Panie Redaktorze!

   Pozwoli Pan, że za pomocą poczytnego pisma Sz. Pana podam do publicznej wiadomości następujący oburzający fakt: 28 marca b.r., po przyjściu pociągu do Grajewa, o godz. 5.35 rano, nie zatrzymując się ani chwili na dworcu, około 10 osób podążyło do samochodu, kursującego pomiędzy Grajewem a Łomżą. Na moje zapytanie, czy prędko samochód odchodzi, szofer odpowiedział "natychmiast". I rzeczywiście po upływie jakichś 10 minut ruszyliśmy ze stacji. Odjechaliśmy jednak tylko do zakrętu na szosę, gdzie samochód był zatrzymany przez jakiegoś człowieka z poleceniem do szofera, aby zaczekał, ponieważ zaraz mają wsiąść do samochodu urzędnicy Starostwa i że on zaraz przyniesie ich bagaż. Przez jakiś czas rzeczy były przyniesione, lecz urzędników nie było i samochód mając zaledwie 2 wolne miejsca, musiał stać. Przeszło tak pół godziny, publiczność domagała się odjazdu, lecz konduktor, oświadczając, że jedzie sam Starosta, twierdził, że ruszyć nie może. Posyła się gońców do Starosty, lecz daremnie; mówią, że nie mogli się dostukać. Dzwonić z posterunku przez telefon nie można było, gdyż telefon okazał się zepsutym, samochód zaś wciąż czekał… Dopiero po godzinie bezskutecznego oczekiwania, kiedy publiczność zaczęła się oburzać i zapewniła konduktora, że da mu swoje adresy, by mógł się usprawiedliwić przed "Władzą', zmuszony był odjechać. Po drodze jednak mocno ubolewał, że nie doczekał się p. Starosty, który zawsze każe na siebie czekać. Lecz zwykle to zajmuje 15-20 minut, a dziś całą godzinę... i pomimo to nie przyszedł.
   Uważając, iż taki stosunek władz do ruchu "ogólnego użytku" jest niedopuszczalny i że może się zmienić tylko, gdy będzie ogłoszony, decyduję się wystąpić z niniejszym listem.
   Proszę przyjąć wyrazy poważania.


Podróżna