Wędrowiec - nr 40/1900


   Bardzo dobrze uczyniła pani Marya Sokołowska, która w korespondencyi z dalekiego kąta prowincyonalnego do „Ech płockich i łomżyńskich” podniosła cichy żywot kobiety, wydobyła na wierzch piękną postać siostry miłosierdzia, istoty, która całe serce i całą pracę oddała na usługi cierpiącej ludzkości. „W naszym wieku samolubstwa – mówi p. Sokołowska – widok słabej kobiety, która przez 50 lat w pracy, zaparciu się siebie, przetrwała na stanowisku, najchłodniejsze serca rozgrzeje na długo”.
   W dniu 28 z.m. stara pamiątkowa świątynia w Szczuczynie była świadkiem uroczystego obrzędu. – Starsza zgromadzenia siostra św. Wincentego á Paulo czcigodna siostra Łucja w zakonie, a Sobolewska, gdy żyła wśród świata, obchodziła 50-letni jubileusz swej pracy.
   50 lat, to długi przeciąg czasu, a jeśli kto jednej godziny nie zmarnował na darmo, dzień za dniem, rok za rokiem niósł w ofierze tym, którzy potrzebowali, ulgę w cierpieniu, pociechę w smutku i opiekę w opuszczeniu, jakież to bogate żniwo!!
   Siostra miłosierdzia jest w tym dniu jubileuszowym samotną, tak jak była w pamiętnym dniu, gdy umierała dla świata, aby się poświęcić Bogu i spełnić najszczytniejsze posłannictwo pocieszyciela na ziemi.
   Bezsenne noce lat 50, łzy wylane nad niedolą i złością ludzką, policzy jej Pan, który powiedział: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.” W imię tej miłości siostra Łucja wyrzekła się rodziny, jaśniejszych promieni słońca, szczęścia ziemskiego, aby przez lat tyle pracować dla dobra cierpiącej ludzkości.
   25 lat swego życia, swej młodości poświęciła szpitalowi w Płocku, gdzie wykonała pierwsze śluby, przez drugie lat 25 bez przerwy pielęgnowała chorych w Szczuczynie w szpitalu św. Stanisława. Pomimo poważnego wieku, jubilatka jest jeszcze dość i zdrowa, na twarzy jej jaśnieje słodycz, pogoda i zadowolenie, jakie daje poczucie spełnionego obowiązku. To też wszystkie dowody szacunku, czci, oddawane jej w dniu tym pamiątkowym, zdawały się przygniatać jej cichą i pokorną duszę; dziękowała ze łzami, rozrzewniona i zawstydzona prawie, a pewnie uczuła się dopiero szczęśliwą, gdy powróciła do cichej modlitwy i swoich chorych.
   Piękna postać! Niechże więc długo jeszcze czcigodna siostra Łucya świeci blaskiem swych cnót na daleką nawet okolicę.