Gazeta Świąteczna - nr 1734/1914


Z Czarnej Wsi pod Rajgrodem, w gubernji łomżyńskiej, pisze do nas jeden czytelnik:

   Bogu Najwyższemu dzięki, dopięliśmy nareszcie tego, nad czem pracowało się tu już pół roku. Złożyliśmy w siedemnastu pieniądze i założyliśmy we wsi sklepik spółkowy. Udziały składaliśmy niejednakowe — jedni dali po 15 rubli, inni po 5, a niektórzy tylko po 3 r.; razem złożyliśmy 164 ruble. Towaru kupiliśmy za 140 rubli, a 24 r. rozeszło się na sprawienie wag i opłacenie patentu. W ciągu pierwszych dwóch tygodni było w sklepie 50 r. obrotu, chociaż jeszcze nie wszyscy z wioski u nas kupują, bo niemożna odzwyczajić ludzi od żydowskich sklepików, gdzie nęci ich dodawany do lichego towaru cukierek lub papieros. — Wieś nasza leży tylko o 3 wiorsty od Rajgrodu, więc żydzi tam prędko się o naszym sklepie dowiedzieli i zaraz w swoich sklepach obniżyli ceny. Gdy się jedzie do kościoła przez miasto, to wybiegają ze sklepów i wołają: — Nu, chodźta do mnie! U mnie wszystko o grosz taniej, niż w waszym sklepie. — Ale zapewne nie dadzą sobie z nami rady, bo kupuje u nas nawet wielu tych, którzy nie dali wkładów, a teraz chcą, żeby ich do spółki przyjąć; kupują też i ludzie z innych. wiosek. Tylko to smutno, że nasze spółki sklepowe muszą nabywać towar od żydów, bo niema hurtowni chrześćjańskiej. My, naprzykład, sprowadzamy towar z Grajewa, bo z Warszawy chybaby się nam nie opłaciło.

I. A.