Kurier Warszawski - nr 212/1890


   W dniu 17-ym maja r. b., odprowadziliśmy na miejsce wiecznego spoczynku zwłoki znanej szerokiemu ogółowi naszego społeczeństwa, ś. p. Eleonory Daszewskiej.
   Ś. p. Eleonora ur. r. 1800-go z Jakóba i Dominiki z Antoszewskich małżonków Klimontowiczów, właścicieli dóbr Bęćkowa pod Szczuczynem, wychowywała się pod okiem swych szanownych i przezacnych rodziców, którzy wszczepili już w młodociane serce i duszo swej ukochanej córki, wiarę, miłość Boga i bratnią.
   Odebrawszy na owo czasy wyższe wykształcenie, ś. p. Eleonora nie zmarnowała nic z owych darów bożych, jakiemi bogato uposażoną została, a z których to miłość, niby gwiazda polarna rozświetlała cale jej życie.
   W r. 1818-ym wyszła za mąż za ś. p. Franciszka Daszewskiego.
   Najzacniejsza, do największych poświęceń zdolna żona, jako matka i obywatelka najzaszczytniej spełniła swoje zadanie.
   Życie ś. p. Eleonory to jedno pasmo miłości i miłosierdzia, bo nie szukając rozgłosu, żyła duchem ofiary i poświęcenia! Pozostawiła też nam, wielbicielom jej cnót, przecudne obrazy ze swego życia, bo umiała kochać i cierpieć!
   To też już za, życia Bóg miłości uwieńczył jej czoło wieńcem zasługi. Otoczona najzacniejszymi synami, córami, wnukami i prawnukami, cicho, spokojnie, błogosławiąc im i wszystkich, poszła po zasłużoną nagrodę do Boga, do Nieba!
   Daj jej, o Panie! wieczny spokój, bo ona była aniołem miłości i pokoju, na tej ziemi wygnania. Pamięć zaś ś. p. Eleonory uczcijmy naśladowaniem tych cnót, jakiemi jaśniała ta najzacniejsza nasza matrona, to jest kochajmy bracią, jak ona ją miłowała i umiejmy współboleć: jak ona umiała cierpieć i goić rany bliźnich.—J. R .