Kurier Warszawski - nr 310/1894


Echa grajewskie.
Korespondent nasz z Grajewa pisze pod d. 4-ym listopada: / „Parodniowy przymrozek przeszkodził w kopaniu kartofli, z któremi u nas jeszcze nie ze wszystkiem ukończono. / Zamarzła przestrzeń wynosiła kilka włók, straty więc mogłyby być znaczne, na szczęście jednak odwilż dni następnych budzi nadzieję ocalenia kilku tysięcy korcy kartofli. / Handel zbożowy w zastoju. / Dzisiejszej nocy, około godziny 2-ej, złodzieje wyważyli okno w mieszkaniu zarządzającego brygadą robotników kopaczy i wynieśli na ulicę kasę ogniotrwałą, w której znajdowało się około 4,000 rs. brygady robotniczej. Szmer obudził czujność mieszkańców domu, którzy wyszli na ulicę i rzezimieszków spłoszyli. Złodzieje, pozostawiwszy kasę na ulicy, ratowali się ucieczką. Nazajutrz rano służący zarządzającego brygadą robotników kopaczy, szukając przed domem kluczy od kasy, znalazł... rączkę dziecięcia, świeżo uciętą. Świadomi przesądów w pewnych okolicach kraju zachodniego wyjaśnili, iż rączka miała pomódz złodziejom w kradzieży. Złodziej, zaopatrzony w świeżo uciętą rączkę dziecięcą, jest bezpieczny, gdy raz obszedł z nią naokoło domu, gdyż mieszkańcy spać będą, jak zabici. Po kawałku rękawa, wiszącym na rączce, gospodarze ze wsi Wojewodzina, małżonkowie Sosnowscy, poznali rączkę swego dziecka. Jakoż policja i sędzia śledczy, udawszy się na cmentarz, dokonali ekshumacji zwłok niedawno zmarłej siedmioletniej dziewczynki Sosnowskich. Znaleziono zwłoki okaleczone bez rączki, ledwie że zagrzebano w świeżo poruszonej ziemi.”