Kurier Warszawski - nr 210/1899


W Tygodniku Illustrowanym p. Jan Woyczyński zamieszcza notatkę, dotyczącą przyjazdu Napoleona do Warszawy po wyprawie r. 1812-go. Notatka, pochodząca z pamiętnika domowego, spisywanego przez p. Wilczewską, siostrę spółczesnego właściciela dóbr Grajewo, marszałka Wilczewskiego, oraz jego żonę Annę, prostuje opis, podany przez do Pradta i rozstrzyga wątpliwość co do tego, jakiemi saniami dostał się Napoleon do Warszawy. Pisana bez wszelkiej pretensji z pamiętnika, brzmi w swej charakterystycznej osnowie, jak następuje: „9 Xbri (grudnia) odiechali Oficerowie a przyjechał P. Czyż Pod Prefekt z Augustowa iechał przed Napoleonem Cesarzem Francuzkim który iedzie inkognito pod nazwiskiem Xcia Colincourt do armiy y w nocy iadł obiad w Augustowie y przedrzymał się, tu przyjechał o 10 przed południem. Zaiechał na Poczte zanieśli mu ztad Kawy y Bułek nalał w misze Kawy Bułki nadrobił y łyżko iadł, pytał czyie miasto, siła domów chwalił że dobrze budowane a że miał karete na kołach chcieli dla niego sani krytych, więc moy Brat z P. Czyże, poiechał z nim do Szczuczyna, tam koni nie zastał na Poczcie y temi samemi poiechał do Stawisk y moy brat poiechał tam za nim, tam na poczcie nie chciało mu się wysiadać z tey karety y mówił moyemu Bratu żeby mu ustąpił tey karety, nie odmówił mu tego ale się nie chciał targować y wrzucił mu Cesarz w czapkę 25 Napoleondorów dubeltowych a stangretowi dał 5 takicbże. Mróz okrutny.” Opis całkowicie na wiarę zasługuje, przytaczający ją bowiem pamięta sam jeden z napoleondorów, z owei zapłaty za sanie, przechowywany w rodzinie jako pamiątka; pamięta też starego stangreta, który woził Napoleona. Sprzedana Napoleonowi kareta bvła zapewne taką, jakich powszechnie używano wtedv po dworach: składała się zatem z pudła karetowego na płozach brzozowych. P. J. Woyczyński słyszał podobno od p. J. Kruszewskiego, zamieszkałego w Radzyminie, że kareta owa znajduje się jakoby u jakiegoś antykwarjusza w Dreźnie. Autor notatki powątpiewa dalej, czy Napoleon, będąc w Grajewie d. 9 grudnia o g. 10-ej rano, mógł przebyć 28 mil w ciągu dobv i już 10-go w godzinach południowych znaleźć się w Warszawie, zwłaszcza, że mógł nie zastać koni nietylko w Szczuczynie, lecz i na innych stacjach. Zasługuje też na zaznaczenie ogólna uwaga p. Woyczyńskiego o marniejących tak często bez użytku archiwach rodzinnych po dworkach szlacheckich. Ileż tam ginie źródeł ważnych dla historji i obyczajów. Dobrzeby było, aby inteligencja podczas wypoczynku letniego zaglądała do tych skarbnic opylonych, zkąd niejedna rzecz ciekawa wyjrzałaby potem na światło dzienne.
Lector