1923.10 - Wizyta prezydenta Stanisława Wojciechowskiego


Mglisty, choć dziwnie świąteczny poranek październikowy. Po ulicach snują się pary i grupki. U wylotu ulicy Rudzkiej i Szczuczyńskiej postawiono umajoną w zieleń i flagi narodowe bramą tryumfalną przeznaczoną jako pierwszy etap powitania Dostojnego Gościa. Domy udekorowane flagami, balkony przybrane dywanami i zielenią.

O godz. 9-tej zaczynają płynąć szeregi naszej dziatwy ze szkół powszechnych i gimnazjum i ustawiają się szpalerem przy ryku do bramy tryumfalnej, ku kościołowi skręcają się następnie w kabłąk ku ulicy prowadzącej do gmachu starostwa. Kolejno nadchodzą przedstawiciele różnych instytucji i zrzeszeń. A więc urzędnicy wszystkich kategorii. Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej i Żeńskiej, Straż Ogniowa, Harcerze, Radni miejscy itd. O 9.35 wjeżdża. Na przepysznych koniach Dywizjon 10 p. ułanów z lancami. Wspaniała postawa żołnierza wzbudza ogólny entuzyazm. Orkiestra pułkowa zaopatrzona w białe stalowe instrumenty, na siwych koniach. 10.45 zajeżdża auto wiozące oczekiwanego gościa. Rozlegają się gromkie okrzyki Wiwat! Niech żyje! Pan Prezydent wysiada z samochodu, burmistrz miasta p. Perlitz wygłasza krótką mowę powitalną, a kończąc mowę wręcza Panu Prezydentowi sól i chleb podany na tacy. Wśród burzy wiwatów przechodzi Pan Prezydent wśród szpaleru do kościoła, gdzie wita go duchowieństwo. (...) Z kościoła udał się Pan Prezydent do Starostwa, gdzie powitali go przedstawiciele różnych instytucji, poczem wrócił pieszo na rynek, rozmawiał ze zgromadzoną dziatwą. Po krótkiej chwili pożegnany okrzykami i hymnem narodowym odjechał w stronę Rajgrodu do Sejn.